środa, 12 marca 2014

#24 Imagin Harry (cz.15)

Zaskoczył mnie. Cholernie mnie zaskoczył. Prawo jazdy? Nie spodziewałam się. Jasne, od dawna chciałam jeździć samochodem i prawdopodobnie coś mu o tym wspominałam, ale nie miałam pojęcia, że chce spełnić moje marzenie. Od naszego pocałunku minęło już sporo czasu, a ja nadal nie umiem o tym zapomnieć. Dało mi to złudną nadzieję na coś więcej. Dziś jest koniec roku szkolnego, właśnie zakładam dopasowaną, czarną spódniczkę i białą luźną koszulę, by wyglądać elegancko. Czerwona szminka nada charakter całej stylizacji, a wysokie obcasy dodadzą odwagi. Przynajmniej mam taką nadzieję, bo nigdy nie lubiłam chodzić w szpilkach. Moje przygotowania przerwał dźwięk sms.

          Od: Harry ;*

     Przyjadę za 5 minut. Czekaj pod domem. xx

Przeczytałam treść wiadomości i wolnym krokiem wyszłam na dwór, biorąc do ręki kopertówkę. Po chwili z piskiem zahamował samochód Hazzy. Wsiadłam od strony pasażera i przywitałam go delikatnym całusem w policzek.
- Gotowa zacząć wakacje? - zapytał z wielkim uśmiechem.
- Zdecydowanie.
Długo nie minęło, a znaleźliśmy się pod bramami szkoły. Loczek otworzył mi drzwi naszego liceum, a ja poprawiłam spódniczkę, która wciąż wydawała mi się zbyt krótka.
- Śliczne masz nóżki. Zrób nam przyjemność i ich ciągle nie chowaj - wyszeptał wprost do mojego ucha.
- Nam? Kogo masz na myśli?
- Wszystkich facetów, kotku. Uwierz, wszyscy tutaj zaraz pobiegną do łazienki się zaspokoić, kiedy ciebie zobaczą.
- Hazza - zbeształam go i lekko uderzyłam w ramię.
Cała ceremonia nie trwała zbyt długo, już po pół godziny, wszyscy wraz z wychowawcami rozeszliśmy się do klas.
- Gratulacje panno [T.N], zrobiłaś wielki postęp - usłyszałam od pana Parks i uścisnęliśmy sobie dłoń.
Zasiadłam do ławki i zastanawiałam się o co mu chodzi. W końcu zawsze dobrze się uczyłam, a moje oceny są takie same jak co roku. Profesor na koniec życzył, jak zwykle, walnął jakąś gadkę o udanych wakacjach i powrocie do szkoły. Nie słuchałam go za bardzo, jednak kiedy wychodziłam z sali, poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę.
- Mógłbym zamienić słówko? - usłyszałam od wychowawcy.
Wszyscy zmierzyli mnie wzrokiem, Harry również, zastanawiając się o co mu chodzi. Usiadłam do pierwszej ławki i poczekaliśmy, aż zostaniemy sami.
- Wiem, że nie jest pani łatwo, wyjazdy rodziców, to co przeżyłaś. Mimo wszystko twoje oceny są nadal bardzo dobre. Dostałaś propozycję od sieci hotelów na całym świecie o staż. Miałyby to być dwa tygodnie. Nie wiedzieliśmy, gdzie chciałabyś się wybrać, więc pomogli nam twoi rodzice. Podobno twoja mama jest polką? To prawda?
- Tak, tak - powiedziałam w lekkim szoku.
- Umiesz mówić w tym języku?
- Tak, znaczy nie. Chodzi o to, że nie używam go na co dzień. Mogę robić błędy.
- Nic nie szkodzi. W tym roku była mała możliwość wyboru, jednak w przyszłe wakacje, jeżeli wszystko będzie szło tak jak do tej pory, będziesz mogła ubiegać się o pracę w dowolnym kraju. Musisz wyrazić tylko zgodę i nauczyć się języka, w czym oczywiście ci pomożemy.
Mój wychowawca skończył monolog, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. Staż w Polsce? To chyba niemożliwe, nie dam sobie tam rady.
- Mogę jechać tam z kimś jeszcze? - zapytałam z nadzieją.
- Możesz wziąć jedną osobę.
- Tak, zgadzam się - oznajmiłam bez zastanowienia.
- Wszystkie formalności załatwimy w przyszłym tygodniu, stawisz się z rodzicami. Będę się jeszcze kontaktował dokładnie gdzie i kiedy, dobrze?
- Tak, nie ma sprawy.
Wyszłam z klasy i nie wiedziałam co zrobić. Harry... Musi się zgodzić lecieć tam ze mną. Wyjęłam z kieszeni telefon, gdzie czekał na mnie sms.

          Od: Harry ;*

     Czekam w samochodzie.

Jak najszybciej pobiegłam na dół, by porozmawiać z Hazzą. Wsiadłam do auta i z wielkim uśmiechem na ustach przyglądałam się Loczkowi.
- Coś się stało? - zapytał zdezorientowany.
- Jedziesz ze mną - skwitowałam.
- Gdzie?
- Do Polski?
- Gdzie?!
- Musisz, proszę.
- Nic nie muszę - oznajmił bezuczuciowo.
- Harry, proszę. Dostałam staż w hotelu w Polsce, mogę wziąć jedną osobę. Chciałabym, żebyś leciał ze mną.
- Myślę, że to nie jest dobry pomysł.
- Nie chcesz ze mną jechać?
- Szczerze? Przepraszam, ale nie. Ty też nie powinnaś.
- To moja szansa! - wykrzyczałam mu prosto w oczy.
Nie tego się spodziewałam. Hazza, który zawsze mi pomagał, opiekował się mną, teraz chce mnie wystawić? To niemożliwe. Sama sobie tam nie poradzę. Nie chcę jednak wszystkiego zaprzepaścić.
- Harry, proszę - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Przepraszam, mała.
- Ale dlaczego?
- Nie ma konkretnego powodu.
- A to, że dostaję życiową szansę, która może się już nie powtórzyć nie jest powodem, żebyś mi pomógł?
- Już wiele ci pomogłem - powiedział, a mój świat nagle się zawalił.
- Jeżeli to był dla ciebie taki problem, nic nie musiałeś robić - oznajmiłam i wysiadłam z samochodu.
Jak on mógł mnie tak potraktować? Będzie mi wypominał to, że coś dla mnie zrobił. Wiem, uratował w pewien sposób moje życie, ale nikt mu nie kazał. Nie chcę jego łaski. Nie w takim Harrym się zakochałam. Łzy niekontrolowanie spływały mi po policzkach. Nie tak miało być!

____________________________________________
Dziękuję za  12064 odwiedzin, każdy komentarz  ♥ Zaskoczeni? Mam nadzieję, że trochę podgrzejemy atmosferę. Nie chcę zrobić z tego imagina kolejnej słitaśnej historii. Mam nadzieję, że mi się uda. Piszcie czy Wam się podoba. Komentarzy może nie było zbyt wiele, jednak obiecałam Wam napisać kolejną część w środę, więc jest. Mam nadzieję, że się podoba.


niedziela, 9 marca 2014

#24 Imagin Harry (cz.14)

Leżałam w łóżku zastanawiając się co dalej. Podobam mu się? To chyba niemożliwe, a jednak sam to powiedział. Może tylko dlatego, by nie było mi głupio. Sama nie wiem. Harry to facet idealny, oprócz zajebistego wyglądu ma jeszcze wnętrze, jest miły, troskliwy, opiekuńczy, a mimo wszystko twardy i odważny. Namieszał mi w głowie i to porządnie. Moje rozmyślania przerwał mi dźwięk sms.

         Od: Harry ;*

     Jestem głupi pisząc tą wiadomość, ale nie mogę przestać o Tobie myśleć. Spotkajmy się jutro, powinniśmy pogadać. xx

Przeczytałam na wyświetlaczu, a moje serce zaczęło mocniej bić. Myśli o mnie... Ja o nim też i to bez przerwy. O czym on chce ze mną rozmawiać? Dobra, nie udaję głupiej, zapewne o tym naszym podobaniu się sobie. Dziwnie to brzmi. Mam mętlik. Cholerny mętlik. Muszę mu coś odpisać.


         Do: Harry ;*

     Nie uważam, że jesteś głupi. Tylko czasami. ;) Ok, więc jutro. 

Wyślij. Ręce trzęsą mi się z nadmiaru emocji. Kocham go, tak cholernie go kocham. Sms...


         Od: Harry ;*

     Nie jestem głupi, tylko... Nie ważne na ten temat pogadamy jutro. Dobranoc, skarbie. Śpij dobrze. ;*


Skarbie! O nie.


         Do: Harry ;*

     Dobranoc ;*

Nie zasnę. Nie wiem, jak to zrobię. Jutro... niedziela. Cholernie cieszę się, że już niedługo koniec roku szkolnego, nie miałabym siły się uczyć. 


Obudziłam się z przyspieszonym oddechem. Zły sen, znowu. Zerknęłam na telefon i ujrzałam godzinę 10:25 i jedną nieprzeczytaną wiadomość.


         Od:Harry ;*

     Wpadnę po Ciebie około 11. Jakieś kino i lody? Już nie mogę się doczekać.

O jedenastej? Czyli mam pół godziny. Wystrzeliłam z łóżka jak strzała i pobiegłam do łazienki wziąć prysznic. Czyściutka stałam przed szafą w samej bieliźnie zastanawiając się co na siebie włożyć. Sukienka? Zawsze podobały mu się moje nogi. Znalazłam kwiecistą kieckę bez ramiączek, która sięgała mi do połowy uda. Założyłam do tego czarne rzymianki i ponownie weszłam do łazienki, by nałożyć makijaż. Zegarek wskazywał 11:54 ,  a ja nadal nie byłam gotowa. Rozczesywałam właśnie włosy, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Przejechałam szczotką po ostatnim paśmie włosów i zeszłam na dół. Przekręciłam zamek i ujrzałam ósmy cud świata. Wyglądał nieziemsko. Przetarte na kolanach czarne rurki, skórzane buty, ceglasta koszula rozpięta w ten sposób,że idealnie pokazywała jego tors, a na nosie okulary ray ban.
- To dla ciebie - usłyszałam jego męski głos, a w ręce dostrzegłam czerwoną różę.
Zaciągnęłam się jej zapachem i delikatnie pocałowałam go w policzek.
- Dziękuję - wyszeptałam.
- Gotowa?
- Tak, tylko zaniosę kwiatka.
Weszłam do kuchni, znalazłam jakiś wazon i nalałam do niego zimnej wody, by mój prezent przeżył jak najdłużej. Kiedy wychodziliśmy z domu, Harry bez zastanowienia splótł nasze palce, a ja podświadomie cieszyłam się na ten gest jak małe dziecko. Dotarliśmy do parku. Słońce ogrzewało nasze ciała, a kropelki zimnej wody jakie pryskały z fontanny delikatnie je ochładzały. Usiedliśmy na jej krańcu z lodami w ręce i wciąż rozmawialiśmy. Z mojej twarzy nie schodził uśmiech. Hazza był taki szarmancki i męski, ale zachowywał się normalnie. Czułam się przy nim naprawdę dobrze. Nie musieliśmy nikogo udawać.
- Gemma ostatnio wspominała, że chciałeś mi coś powiedzieć - oznajmiłam nagle.
- Moja siostra ma niewyparzony język.
- Powiesz mi?
- Może...
- A od czego to zależy? - zapytałam uwodzicielsko siadając na jego kolanach.
Nie był tym faktem zbyt zaskoczony, przyciągnął mnie do siebie i bez ostrzeżenia posmakował mojego loda.
- Hmm... dobry - skwitował.
- Wiem.
- Ty też jesteś taka dobra?
- Harry... - przeciągnęłam i uderzyłam go lekko w ramię na co on szyderczo się zaśmiał.
- To jak chcesz wiedzieć jaką mam dla ciebie niespodziankę czy nie?
- Chcę.
- Dobra, ale nie ma tak łatwo. Musisz coś dla mnie zrobić.
- Co na przykład?
- Zastanówmy się...
Rozejrzał się dookoła, a na jego twarz wdarł się chytry uśmieszek.
- Co wymyśliłeś?
- Coś.
- Harry!
- Masz zadanie do wykonania.
- Jakie?
- Musisz przejść po krawędzi fontanny.
- Chyba to nie jest dobry pomysł, ona jest bardzo wąska.
- Chcesz wiedzieć? - zapytał gładząc opuszkami palców moje udo.
- Chcę, ale...
- Masz jeszcze jedno wyjście.
- Jakie? - powiedziałam zaciekawiona.
- Domyśl się.
- Powoli mnie irytujesz - skwitowałam.
- Lubię to, wtedy też jesteś śliczna - oznajmił, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec.
- To co mam zrobić?
- Malinkę.
- Co? - zapytałam zdziwiona.
- Masz lody o smaku malinowym. Moja szyja jest gotowa.
- Ale... to jest głupie. Będziesz miał ślad.
- Właśnie tego chcę.
- Chcesz, żebym cię ugryzła?
- Można tak powiedzieć. Po prostu chcę, żebyś mnie pocałowała.
Spojrzałam na jego usta i w tym momencie nie myślałam o niczym innym. Delikatnie się przysunęłam, jedną dłoń zatopiłam w jego włosach, a opuszkami palców drugiej przejechałam po jego dolnej wardze. Czułam jego zapach tak intensywnie, moje ciało drżało. Nie mogłam się opanować. Musnęłam jego usta, czekając na jego reakcję.
- Chcę jeszcze raz, ale dłużej - powiedział jak małe dziecko, kiedy się od siebie odsunęlismy.
Zaśmiałam się na jego słowa i pocałowałam go jeszcze raz, tym razem bardziej namiętnie.
- Teraz zasłużyłam, żebyś mi powiedział o co chodziło Gemmie?
- Zdecydowanie zasłużyłaś. Mam dla ciebie niespodziankę. Dzwoniłem do twoich rodziców, oni się zgodzili, więc ty też nie masz wyjścia.

_________________________________________
Dziękuję za  11684 odwiedzin, każdy komentarz i życzenia urodzinowe ♥Jesteście niesamowici! To jak podoba się wam randka Harrego i Waszej postaci? Mam nadzieję, że tak. Imagin krótki jak zwykle. Jeżeli się postaracie i dobijecie do jak największej ilości komentarzy, kolejna część może ujrzeć światło dzienne już w środę. Wszystko zależy od Was. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Mam do Was prośbę. Niewiele osób wie o istnieniu tego bloga, a ja na twitterze czy gdziekolwiek indziej mam małe wpływy. Byłabym ogromnie wdzięczna za jakąś reklamę. Specjalny imagin w ramach podziękowań też się może znaleźć, jeżeli będziecie chciały. Liczę na Was i jeszcze raz dziękuję.


CZYTASZ => KOMENTUJESZ


wtorek, 4 marca 2014

#24 Imagin Harry (cz.13)

- Odwiozę cię do domu - naszą rozmowę z Gemmą przerwał nagle Harry.
- Jasne, już się zbieram. Dzięki.
Wstałam, pożegnałam się ze wszystkimi i podążałam za chłopakiem. Dorównałam mu kroku, a on delikatnie dotknął mojej dłoni. Poczułam dreszcze. Jego skóra była taka miękka, a opuszki palców ciepłe. Hazza zerknął na mnie kątem oka, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który był równoznaczny z pozwoleniem na połączenie naszych dłoni. Czułam się nieziemsko. Facet, która jeszcze niedawno był mi obcy stał się dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Zajęłam miejsce w samochodzie poprawiając przy tym swoja koszulkę i patrzyłam za okno. Ruszyliśmy, a po jakimś czasie zorientowałam się, że jesteśmy na obrzeżach Londynu, a dookoła nas są tylko pola i ścieżki.
- Gdzie ty mnie wywiozłeś? - zapytałam odwracając na niego wzrok.
- Pamiętasz jak ostatnio prosiłaś rodziców, kiedy do nich dzwoniłaś, żeby zapisali cię na prawko?
- Hmm... tak, ale ma to jakiś związek?
- Wysiadaj - rozkazał.
- Co?
- Nauczę cię jeździć. Zamieńmy się - powiedział z uśmiechem.
Co?! Ja samochodem? Czy on jest pewny kogo chce posadzić za kółkiem? Nie chcę nikogo zabić. Zdziwiłam się jego propozycją, jednak po dalszych namowach usiadłam na fotelu kierowcy.
- Ustaw sobie fotel - oznajmił poważnie.
- Że niby jak? - zapytałam i wybuchnęliśmy śmiechem.
Położył jedną rękę na moim kolanie a drugą pokazał mi wszystkie wajchy. Na moje policzki wdarł się rumieniec. Kiedy wszystko było już gotowe od pasów aż do lusterek zaczął dawać mi dokładne instrukcje jak zapalić samochód.
- Naciśnij sprzęgło.
Spojrzałam na niego jak na idiotę i zaczęłam się śmiać.
- Ten pedał po lewej stronie.
Zajrzałam pod kierownicę, a on nie mógł się opanować.
- Nadal jesteś pewny, że chcesz mnie uczyć? - zapytałam po chwili.
- Tak, skarbie. Nie będzie tak źle.
SKARBIE. Dlaczego on tak do mnie mówi? Zależy mi na nim, cholernie. Czy ten chłopak nie widzi, że w ten sposób daje mi nadzieje? Ok. Uspokój się. To tylko przyjaciel. Szkoda, że jest zajebiście przystojny, ma fajny tyłek, jest opiekuńczy, troskliwy, męski, szarmancki i ma świetne usta, które aż czekają na.... Nie! Stop! Przyjaciel. Pamiętać.
- Ej, mała. Żyjesz?
- Przepraszam, ja...
- Wiem, że ci się podobam - oznajmił nagle, a mnie zamurowało.
Czułam jak płonę, spuściłam głowę do dołu, odpięłam pasy i wyszłam z samochodu. Czułam się taka beznadziejna. Do moich oczu napłynęły łzy. Wstyd. Tylko to siedziało mi w głowie.
- Kochanie, ja przepraszam. Nie chciałem tego powiedzieć. Myślałem, że obrócisz to w żart.
Usłyszałam za sobą jego głos, a na biodrach poczułam dłonie. Obrócił mnie do siebie i mocno przytulił. Nie wiedziałam co robić. Potrzebowałam go. Pragnęłam dotknąć jego torsu i poczuć ten zapach.
- Dlaczego tak zareagowałaś? - zapytał szeptem.
- Bo ty mi się naprawdę podobasz - powiedziałam cichutko i jeszcze mocniej się w niego wtuliłam.
Odsunął się ode mnie, złapał za dłonie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Poważnie ci się podobam?
Przekręciłam głowę, by uniknąć jego wzroku i chciałam uciec. Zapaść się pod ziemię albo zniknąć.
- Chciałabym już wrócić do domu - oznajmiłam i wsiadłam do samochodu.
- Jasne... - odpowiedział szybko i zrobił to samo co ja.
Wpatrywałam się w szybę samochodu i obserwowałam każdy szczegół na drodze. Siedzieliśmy w ciszy. Nie potrafiłam się do niego odezwać. Nie po tym, jak dowiedział się wszystkiego.  Po jakimś czasie znaleźliśmy się pod moim domem.
- Dziękuję, że mnie odwiozłeś - powiedziałam i chciałam już wyjść, kiedy złapał mnie za rękę.
- Ty też mi się podobasz - oznajmił i ucałował moje knykcie.
Spuściłam wzrok i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Do zobaczenia - wydukałam i wyszłam.



_________________________________________________
 Dziękuję za  11121 odwiedzin i każdy komentarz ♥ Wiem, że długo czekaliście na tą część, ale musicie mi wybaczyć. Tak, często to mówię. Po prostu w sobotę organizowałam swoją 18-stkę, a urodziny mam w czwartek! (powiedziałam to beż żadnego celu, serio). Mam nadzieję jednak, że spodoba Wam się mój pomysł i potrzymam Was jeszcze w niepewności. Wiem, jest krótki, ale cierpię na brak czasu. Czekam na Wasze komentarze, chociaż jest ich coraz mniej i zastanawiam się czy nie zakończyć tego opowiadania. Szkoła, prawo jazdy, imprezy.., dużo tego. Wszystko zależy od Was. 





CZYTASZ =>KOMENTUJESZ


niedziela, 23 lutego 2014

#24 Imagin Harry (cz.12)

        Poprawiłam materiał sukienki, spojrzałam w lustro i uśmiechnęłam się sama do siebie. Wyglądałam zupełnie inaczej niż dotychczas. Pierwszy raz od wielu lat odsłoniłam nogi, a mojego stroju nie dominowała czerń. Właściwie sama nie wiem skąd taka kiecka wzięła się w mojej szafie. Prawdopodobnie to zasługa mamy. Często kupowała mi ubrania, sama miała dobry gust, jednak całkowicie nie pasowało to do mojego mrocznego stylu.
- Ja pierdole, wyglądasz zjawiskowo - usłyszałam głos Harrego, który wyrwał mnie z zamyślenia.
- Przestraszyłeś mnie.
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać. Strasznie długo to trwało - powiedział i stanął na przeciwko mnie, mierząc mnie wzrokiem.
- A co stęskniłeś się?- zapytałam zadziornie.
- Może...
Przełożył pasmo moich włosów za ucho, a po moim ciele przeszły dreszcze. Jego dotyk... jest taki delikatny. Jakby dotykał mnie grecki bóg.
- Nadal głodna?
Przyglądał się każdemu centymetrowi mojej twarzy, jakby chciał nauczyć się jej na pamięć.
- Cholernie głodna - skwitowałam.
- Na co masz ochotę?
Moja podświadomość od razu krzyknęła: na ciebie! Jego usta, wydawały się takie delikatnie. Tak bardzo chciałam ich dotknąć i pocałować. Nie. Nie. Nie. Ochłoń!
- Mieliśmy jechać na pizzę - odparłam po jakimś czasie.
- To chodź, ślicznotko.
Pocałował mnie w czubek nosa i złapał za rękę, ciągnąc w kierunku wyjścia.

     Weszliśmy do pizzeri z uśmiechem na twarzy. Przywitała nas dobra muzyka lecąca z głośników, której rytm wybijaliśmy na stole.
- Ty wybierasz - usłyszałam głos Harrego, kiedy dostaliśmy menu.
- Pizza alla vongole? - zapytałam starając się dobrze wymówić nazwę.
- Z czym to?
- Pomidory, oregano, omułki...
- Czym są, do cholery, omułki? - powiedział chichocząc.
- Szczerze? To nie wiem - oznajmiłam i momentalnie wybuchnęliśmy śmiechem.
- To bierzemy.
Harry podszedł do lady i zamówił dla nas jedzenie. Mój brzuch bardzo tego potrzebował. Po powrocie ze szpitala miałam dosyć tamtego żarcia. Po chwili na stole pojawiło się coś ogromnego.
- Kto to będzie jadł? - zapytałam, kiedy zobaczyłam wymiary pizzy.
- Ja, no i ty, jeżeli się pospieszysz - oznajmił i wziął pierwszy kawałek do reki, smarując go na początku jakimś sosem.
Jedliśmy wciąż śmiejąc się i gadając o różnych bzdurach. Nasze pogawędki przerwał jednak telefon Hazzy.
- Słucham....Tak... Co?!...Kiedy?!...Jasne, już jadę....Ale wszystko będzie ok?...Na razie.
Patrzyłam na niego i zastanawiałam się o co chodzi. Wyglądał na zmartwionego. Odłożył komórkę i nagle zaczął przygotowywać się wyjścia.
- Coś się stało? - zapytałam cicho.
- Moja mama miała wypadek.
- Co? Wszystko z nią dobrze?
- Tak, ma tylko kilka sińców. Przepraszam, ale muszę jechać.
- Rozumiem, mogę jechać z tobą do pani Anne?
- Chcesz? - zdziwił się.
- Tak, nie zostawię cię teraz samego. Ty zawsze mi pomagałeś.
- Chodź, skarbie.
Wyszliśmy z lokalu i od razu wsiedliśmy do samochodu.
- Na pewno możesz prowadzić? Nie chcę, żeby jeszcze tobie się coś stało. Wystarczy już atrakcji na dziś.
- Dam radę.
Złapał moją dłoń i ucałował knykcie.
- Dziękuję mała.
- To ja dziękuję. 


      - Gdzie leży Anne Styles? Jakąś godzinę temu miała wypadek - usłyszałam głos Harrego skierowany do pielęgniarki w recepcji.
Skierowała nas na jakiś oddział. Nie znałam się za bardzo na takich sprawach, mimo, że jeszcze dziś leżałam w tym samym szpitalu. Mam do nich jakieś cholerne "szczęście". Weszliśmy na salę i ujrzeliśmy mamę Harrego. Przy łóżku siedziała Gemma i Robin, ich ojczym.
- Dzień dobry - przywitałam się ze wszystkimi, a siostra Hazzy od razu rzuciła mi się w ramiona.
- Jak się czujesz, mała? Przepraszam, ale nie chcieli mnie do ciebie wpuścić.
- Dziękuję, już dobrze. W szpitalu?
- Tak, twój tata. On chyba nie za bardzo ogarniał co się dzieje - skwitowała.
- A pani jak się czuje? - skierowałam się w stronę pani Anne.
- Dziękuję skarbie. Miałam szczęście. Jeszcze dziś mnie zbadają dokładnie i wypiszą.
- To dobrze. Cieszę się, że nic pani nie jest - powiedziałam i obdarowałam ją uśmiechem.
- Możemy pogadać, gdzieś na osobności? - ponownie usłyszałam głos Gemmy.
- Jasne.
Wyszłyśmy z sali i udałyśmy się do poczekalni, kupując sobie kawę w automacie.
- Przykro mi z powodu dziecka.
Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy.
- Nawet nie zdążyłam go pokochać.
- Ten Taylor to bydle. Najważniejsze, że już ci nie zagraża.
- Gdyby nie Harry, nigdy bym nie poszła na policję, a ona nadal by się szwendał po ulicach.
- A właśnie. A propos mojego brata. Powiedział ci już?
- O czym? - zapytałam zdezorientowana.
- Czyli nie powiedział...

_____________________________________________________
Dziękuję za  10172 odwiedzin i każdy komentarz ♥ Ponad 10 tysięcy odwiedzin! To niesamowite. Wy jesteście niesamowici. Bardzo dziękuję. Jeżeli macie jakieś zażalenia piszcie! Na waszą prośbę chcę trochę przedłużyć ten imagin, jednak są to już jedne z ostatnich rozdziałów. Oczywiście wprowadzamy zasadę CZYTASZ = KOMENTUJESZ. Mam nadzieję, że znajdę jak najwięcej waszych komentarzy. Im więcej, tym szybciej kolejna część.


niedziela, 16 lutego 2014

#24 Imagin Harry (cz.11)



     Kolejne tygodnie mijały szybko, wyjazd rodziców przedłużył się. Wyjechali za granicę na pół roku. Wysyłali mi pieniądze. Mimo wszystko dawałam sobie radę. Harry stał się moim najlepszym przyjacielem, zawsze był przy mnie, pomógł wrócić mi do szkoły, często u mnie nocował, czasami ja u niego. Jego mama i ojczym bardzo mnie polubili, a Gemma stała się moją przyjaciółką. Co dziwne... przestałam się ciąć, a sprawa mojego oprawcy, jeżeli tak mogę go nazwać, jest w sądzie. Mój były opiekun jest w tymczasowym areszcie. Niestety, moi rodzice nie przejęli się tym zbytnio. Zapisali mnie tylko do psychologa nawet nie próbując ze mną porozmawiać na ten temat.

     Nie czułam się zbyt dobrze, mój żołądek wariował. Klęczenie nad kiblem, nie było zajęciem, na które miałam ochotę.
- Proszę, mała - usłyszałam głos Hazzy, który przyniósł mi do łazienki herbatę.
Usiadłam na zimnych płytkach, opierając głowę o ścianę i powoli sączyłam napój.
- Lepiej ci? - zapytał chłopak zajmując miejsce obok mnie.
- Nie - powiedziałam cichutko i zauważyłam na podłodze kropelki krwi.
Czułam jak moje ciało odmawia mi posłuszeństwa.

    Obudziłam się w szpitalu z bólem podbrzusza. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam moją mamę siedzącą na twardym stołku.
- Mama? - wyszeptałam.
Ona momentalnie podbiegła do mnie i uważnie mi się przyjrzała.
- Co ty dziecko narobiłaś... - usłyszałam jej zmartwiony głos.
Nie wiedziałam o co jej chodzi, podniosłam się lekko na łokciach. W tej samej chwili na salę wszedł mój ojciec.
- Co ty sobie wyobrażasz? Ty masz dopiero osiemnaście lat! Gdzie ty masz, dziewczyno, głowę? - krzyczał.
Przestraszyłam się, nie mogłam połączyć faktów. Rodzice? Przecież wyjechali, skąd nagle się tu wzięli? Jakaś pielęgniarka próbowała uspokoić mojego tatę. Musiał opuścić salę, by trochę ochłonąć.
- Mamo, możesz mi wytłumaczyć co się dzieje? - zapytałam cichutko.
Usiadła na krawędzi łóżka i delikatnie złapała moją dłoń.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś, że masz chłopaka?
- Chłopaka? O czym ty mówisz?
- Nie udawaj. Wiedziałaś o tym, że jesteś z nim w ciąży?
Czułam jak w moich oczach zbierają się łzy. Jakiej ciąży? Przecież ja i Harry nigdy ze sobą nie spaliśmy. Nawet nie jesteśmy razem.
- W ciąży? - powiedziałam ledwo słyszalnie.
- Poroniłaś, dziś w nocy. Ten twój Harry cię przywiózł do szpitala.
Zamarłam. Miałam dziecko i je straciłam? Nic do mnie nie docierało. Jak to? Nie... Gwałt. To było jego dziecko.
- Gdzie jest Hazza? - zapytałam.
Chciałam go przytulić, porozmawiać, nie miałam ochoty oglądać teraz nikogo innego.
- Ojciec zabronił mu tutaj wejść, jest na korytarzu. Dlaczego się nie zabezpieczaliście?
- Mamo...to było dziecko Taylora.
Cisza. Ani ja, ani mama nie mogłyśmy wydobyć z siebie słowa. Po moich policzkach spływały łzy, które po chwili przerodziły się w szloch. Nie wiedziałam co mam robić. Harry. Gdzie jest Harry? Potrzebuję go! Przekręciłam się na lewy bok, tyłem do mojej rodzicielki, wbiłam paznokcie w kołdrę i próbowałam się uspokoić. Jednak każda moja myśl dążyła tylko do tego, że straciłam dziecko, którego nawet nie zdążyłam pokochać. Nie wiem ile czasu spędziłam w takiej pozycji. Mama wyszła. Najwyraźniej sama nie dawała sobie z tym rady. Moje ciało opanowało zmęczenie, zasnęłam...

      Powoli otworzyłam powieki i poczułam jak ktoś trzyma mnie za rękę. Lekko ją ścisnęłam i ujrzałam Harrego.
- Gdzie byłeś? - zapytałam cichutko zaspanym jeszcze głosem.
- Tak bardzo cię przepraszam. Najpierw twój ojciec, potem matka, oni... nie chcieli mnie do ciebie wpuścić. Jak się czujesz, skarbie? - mówił z taką samą troską w głosie jak zawsze.
- Lepiej, dziękuję.
Siedzieliśmy w ciszy, dokładnie przyglądając się sobie nawzajem.
- Co teraz będzie? - odezwałam się po chwili.
- Damy radę. Wyjdziesz ze szpitala i pójdziemy na coś dobrego do jedzenia, coś czuję, że nie karmią cię tutaj zbyt dobrze - powiedział z uśmiechem na ustach rozładowując atmosferę.
Rozmawialiśmy jeszcze długo, chcąc jak najszybciej zapomnieć o problemach. Zaczęliśmy opowiadać sobie głupie żarty, a na mojej twarzy w końcu pojawił się uśmiech.
- Podobno dziś już cię wypiszą, zapytam się czy możesz jeść pizzę i zamawiamy największą jaką potrafią zrobić.
- Jasne, zgadzam się. Już jestem głodna, a gdzie moi rodzice?
Tak, wiem. Zachowałam się w tym momencie jak oni. Przypomniało mi się o ich istnieniu dopiero po jakiś dwóch godzinach.
- Wyjechali, no wiesz, delegacja - oznajmił Harry.
- Normalne...

    - Wszystko wzięłaś? - usłyszałam głos Hazzy, kiedy pakowałam ostatnie ubrania ze szpitala.
- Chyba tak.
Odebrał ode mnie torbę, załatwiłam wszystkie formalności i wyszliśmy z szarego budynku.
- Kierunek pizzeria? - zapytał.
- A możemy najpierw jechać do mnie? Trochę się ogarnę.
- I tak jesteś śliczna, ale jeżeli musisz - powiedział i pocałował mnie w policzek.
Niedługo potem stałam przed szafą, zastanawiając się w co się ubrać.
- Masz tam może jakąś kieckę? Nigdy nie widziałem twoich nóg - oznajmił obejmując mnie od tyłu i kładąc głowę na moim ramieniu.
- Nie wiem, nigdy w nich nie chodziłam, zawsze miałam tam jakieś blizny.
- Może już zeszły... - powiedział z nadzieją.
- Może...
- To chodź sprawdzimy - oznajmił i wziął mnie na ręce, przerzucając moje ciało przez ramię i kierując w stronę łóżka.
Zaczęłam piszczeć, okładając pięściami jego plecy, co nie dawało wielkich rezultatów.
- Hazza, puść!
- A założysz spódniczkę, jeżeli nie będziesz miała blizn?
- Tak.
- Obiecujesz?
- No taaak! - krzyczałam zniecierpliwiona, a zarazem uśmiechnięta od ucha do ucha.
Położył mnie na łóżku i usiadł na mnie okrakiem.
- No to zdejmuj spodnie - zarządził, a ja zaczęłam się śmiać.
Odgiął kawałek mojej bluzki i powoli odpinał guzik moich dżinsów.
- Hazza! - krzyknęłam na co on od razu podniósł ręce do góry w geście obrony.
- Masz założyć spódniczkę albo sukienkę. Chcę zobaczyć te piękne nogi - powiedział, pocałował mnie w policzek i wyszedł z pokoju.
Moje policzki płonęły. Czułam, że ten chłopak jest najcudowniejszy pod słońcem.

______________________________________
Dziękuję za  9663 odwiedzin i każdy komentarz ♥Jesteście najcudowniejsi. Ciągle dziwię się, że jeszcze nie znudziło się Wam to opowiadanie. Właśnie zaczęłam ferie, jeżeli chcecie możecie zamawiać imaginy, postaram się napisać dla Was wszystko z kimkolwiek i o czym chcecie. Waszych komentarzy jest coraz mniej, trochę mi z tego powodu przykro, ale najważniejsze, że są. Czytam każdy z uśmiechem od ucha do ucha.  Dziękuję jeszcze raz za wszystko.




Chciałam Was również zaprosić na mojego innego bloga, gdzie możecie mnie poznać. Dowiecie się co robię w wolnym czasie, czym się interesuję itp. Jeżeli macie ochotę zajrzyjcie. Oto link: http://our-way-to-dreams.blogspot.com/ 


CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 9 lutego 2014

#24 Imagin Harry (cz.10)

    
     Wydawało mi się, że mija wieczność, a Harry nadal nie wychodził. Po jakimś czasie drzwi w końcu się otworzyły i zobaczyłam dwie męskie sylwetki. Wciąż o czymś rozmawiali, ja jednak nie miałam już na nic ochoty. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Hazza pożegnał się z policjantem i podszedł do mnie, delikatnie ujmując moją dłoń i całując przy tym knykcie.
- Trzymasz się? - zapytał dokładnie mi się przypatrując.
- Tak - odpowiedziałam bezgłośnie wlepiając swój wzrok w podłogę.
- Jedziemy jeszcze na te zakupy czy zjemy coś na mieście?
- Zakupy... nie chcę szwendać się po knajpach.
- Jasne, chodź skarbie - powiedział i pomógł mi wstać.
      Skarbie? Przeżywam mini zawał. Harry Styles, bóg nastolatek z mojej szkoły i najwspanialszy facet na świecie powiedział do mnie skarbie. Spokojnie, to przyjaźń, tylko przyjaźń. On nie traktuje tego na poważnie. Nadal trzymając mnie za dłoń, udaliśmy się do supermarketu. Loczek wziął wózek, a ja pakowałam do niego wszystko co rzuciło mi się w oczy. Niedługo po tym z pełnymi torbami wchodziliśmy do domu.
- Gdzie to postawić? - zapytał Hazza wkraczając do kuchni.
- Na blacie przy lodówce, zaraz to rozpakuję.
 

      Siedzieliśmy na kanapie oglądając jakieś bajki i śmiejąc się do rozpuku. Ten chłopak miał jakiś dar. Rano płakałam, a teraz uśmiech nie schodzi mi z twarzy. On jest cudowny!
- Włączmy jakąś komedię romantyczną - poprosiłam, robiąc minę zbitego szczeniaczka.
- A co ja baba? - zaśmiał się, a ja mu dałam kuksańca w bok.
- Proszę, no...
- A co za to dostanę? 
- A co byś chciał? - powiedziałam bez zastanowienia.
Na jego twarzy pojawił się uśmiech, a oczy rozjaśniały.
- Obiecasz mi coś.
- Hmm...?
- Wyrzucisz wszystkie żyletki - powiedział z powagą.
Moje usta nieco się rozchyliły. Nie spodziewałam się tego, już o nich zapomniałam, a on próbuje mnie w pewien sposób "wyleczyć".
- Obiecuję - powiedziałam cichutko.
- Więc na jaki film masz ochotę?
- Nie wiem, zaskocz mnie.
- Pozbawiasz mnie męskości - zaśmiał się i odtworzył jakiś film.
Zrobiliśmy sobie popcorn, przygotowaliśmy chipsy, a ja siedziałam ściskając dłoń Harrego. Czułam na sobie jego spojrzenie, nawet nie wiem, kiedy objął mnie ramieniem, a ja śmiałam się i płakałam na zmianę. Hazza delikatnie ucałował czubek mojej głowy, po czym zerknęłam na niego z uśmiechem. Twarz miał rozpromienioną, a ja czułam, że jestem przy nim szczęśliwa mimo wszystkich przykrych wydarzeń. Nawet nie zauważyłam kiedy film się skończył.
- To jak idziesz spać, już późno? - powiedział troskliwie.
- A ty? Nie chcę żebyś mnie zostawiał.
- Nie zostawię cię, kiedy wracają twoi rodzice?
- W sobotę.
- A kiedy ostatni raz byłaś w szkole?
- W piątek.
- Robimy sobie tydzień wolnego czy będziemy normalnie funkcjonować?
Czułam się jak na wywiadzie, tysiąc pytań, a ja nie znałam na wszystkie odpowiedzi.
- Nie chcę wracać do szkoły - powiedziałam po jakimś czasie.
- Musisz, dam ci tydzień wolnego, ale później bierzemy się do nauki, jasne? - zapytał z uśmiechem.
- Tak jest - zasalutowałam i puściłam mu oczko.
Siedzieliśmy jeszcze chwilę i rozmawialiśmy na miliony tematów. Niektóre były śmieszne, inne powodowały łzy. Przykryłam nas kocem i zrobiłam ciepłą

czekoladę.

         Obudziły mnie promienie słoneczne przedostające się przez okna. Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam, że nadal siedzę z Harrym w salonie oparta o jego klatkę piersiową. Spał... słodko i beztrosko. Ucałowałam jego policzek nie zastanawiając się nad tym co robię.
- Uwielbiam takie przywitania - powiedział zachrypniętym głosem, a ja poczułam, że moje policzki staja się czerwone.
- Ja... Nie chciałam... Przepraszam, nie powinnam - dukałam.
- Powinnaś, lubię jak mnie przytulasz i całujesz.
Po tych słowach, poczułam jak w środku skaczę ze szczęścia, jednak było mi wstyd. Zachowywałam się jak dzieciak.
- Idziemy zrobić śniadanie? - zapytał.
Uff... zmienił temat. Dziękuję.
- Może najpierw pod prysznic? - zaproponowałam.
- Razem? - powiedział i zaczął śmiesznie poruszać brwiami.
- Zawstydzasz mnie - mruknęłam, spuściłam głowę, a moje policzki znów przybrały kolor purpury.
- Przepraszam.
Cmoknął mnie w policzek i wstał kierując się w stronę łazienki.
- Jak będziesz do mnie dołączać to bądź już naga, nie lubię długo zwlekać...
- Harry! - krzyknęłam i rzuciłam go poduszką.
Zakochałam się, cholernie się zakochałam.

______________________________________________
Dziękuję za  9185 odwiedzin i każdy komentarz ♥ Krótko... ponownie, wiem. Mam nadzieję, że Was nie zanudzam. Spełniacie moje marzenia dodając każdy komentarz. A gdyby było ich ponad 20 to juz w ogóle zrobiłabym dla Was wszytko. Dobra, nie chcę nalegać i tak jesteście wspaniali, że w ogóle tu zaglądacie. Najukochańsi pod słońcem. Dziękuję jeszcze raz za wszystko. Nie pytajcie co u mnie, z moim zdrowiem znów nie jest najlepiej i ponownie cierpię na brak czasu. Liczę, że mnie nie opuścicie. KOCHAM!


xx.


PS. Nie znudził Wam się jeszcze ten imagin? Ciągniemy czy powoli kończymy?

niedziela, 2 lutego 2014

#24 Imagin Harry (cz.9)

Założyłam czarne spodnie z wyższym stanem i wpuściłam w nie zwykły, biały T-shirt na krótki rękaw, włosy spięłam w niedbałego koka i nałożyłam makijaż, który na mojej twarzy pojawiał się bardzo rzadko. Zrobiłam ostatnie poprawki i spojrzałam w lustro. Blizny, które szpecą moje ręce nadal tam są. Jednak znikają, od kiedy Harry pojawił się w moim życiu, żyletka ma wolne. Założyłam jednak kilka bransoletek, by nikt nie ujrzał moich starych ran z nadzieją, że niedługo w ogóle nie będzie ich widać. Wzięłam swój dowód osobisty, telefon i jakiś notes na wszelki wypadek i wszystko wrzuciłam w czarną, skórzaną torbę. Po kilku minutach biegania po domu zeszłam w końcu na dół. Hazza leżał wygodnie na kanapie z telefonem w ręce.
- No nareszcie... myślałem już, że tam zaginęłaś. Zaczynałem się martwić, kochanie - powiedział mierząc mnie wzrokiem.
Kochanie? Nie, spokojnie. Jesteśmy przyjaciółmi, on po prostu żartuje, jednak moje serce na jego słowa zaczęło bić szybciej, a na policzki wdarł się szkarłatny rumieniec.
- Idziemy? - zapytałam zakładając na nogi czarne lity.
- Jasne.
Szybko podniósł się z kanapy i zmierzał w moją stronę uważnie mi się przyglądając.
- Coś nie tak? - zapytałam.
- Nie, nie... po prostu ślicznie wyglądasz.
Poczułam jak moje policzki płoną, podziękowałam lekkim uśmiechem i wzięłam z szafki klucze od domu. Spokojnie spacerując i opowiadając sobie śmieszne sytuacje z naszego życia dotarliśmy do domu Harrego.
- Możesz nagle dostawać miliony pytań od mojej kochanej siostrzyczki, więc uprzedzam... kocham ją, ale potrafi wkurzyć każdego - ostrzegł z uśmiechem na ustach.
Weszliśmy do środka i ujrzałam pięknie urządzony, nowoczesny salon. Dookoła biel, która dodawała temu wnętrzu klasy. Mój dom również nie był tani, ale ten zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. Rozejrzałam się dokładnie i zdjęłam buty, by nie pobrudzić tutaj czegokolwiek.
- Harryyyy! Człowieku, gdzie ty byłeś?! Laptop mi się popsuł i nawet z neta nie mogę skorzystać. Pomóż.
Usłyszałam głos jakiejś dziewczyny, która momentalnie obrzuciła loczka pytaniami. Miała na sobie ciemne spodenki i czarny top. Wyglądała na pewną siebie dziewczynę, która rzuca facetów na kolana. W sumie nie mogłam się dziwić, była piękna.
- Właśnie to jest Gemma, moja siostra - oznajmił Harry lekceważąc pytania dziewczyny.
- Cześć - powiedziałyśmy niemal równocześnie.
Usiadłyśmy na skórzanej kanapie w salonie i zaczęłyśmy rozmawiać, kiedy Hazza poszedł się przebrać. Gemma okazała się świetną dziewczyną, otwartą, uśmiechniętą i godną zaufania. Opowiadała wiele o swoim cudownym braciszku, bo tak go właśnie nazywała i ich wspólnych przygodach.
- A wy od kiedy jesteście razem? - zapytała nagle, a mnie zamurowało.
- My...Ja... My nie jesteśmy razem, Harry to mój przyjaciel - wydukałam.
- Aha, okej. Dać wam miesiąc? - powiedziała i oboje wybuchnęłyśmy śmiechem - Byłabyś świetną bratową,
Po jakimś czasie dołączył do nas Hazza. Miał na sobie flanelową, ceglastą koszulę w kratę i czarne spodnie pozdzierane na kolanach. Wyglądał nieziemsko.
- Idziemy? - zapytał.
- Jasne.
Wstałam, pożegnałam się z Gemmą, a po chwili byliśmy już na zewnątrz. Na podjeździe stało już czarne auto, którym mieliśmy jechać. Harry podszedł, otworzył drzwi i delikatnie przytrzymując moją dłoń pomógł mi wsiąść do środka. Jechaliśmy w ciszy, którą wypełniała jedynie muzyka płynąca z radia.
- Jesteśmy na miejscu - oznajmił, a ja ujrzałam przed sobą posterunek policji.
Odetchnęłam głęboko i nie ruszałam się z miejsca z nadzieją na jakieś zbawienie.
- Spokojnie, mała. Damy radę, gotowa? - powiedział Harry i złapał moją dłoń.
- Okej, idziemy.
Ruszyłam z miejsca i weszliśmy do budynku, w którym panowała sztuczna i napięta atmosfera.
- Boję się - wyszeptałam.
Chłopak bez zastanowienia przytulił mnie i pocałował w policzek. Ścisnął moją dłoń i podeszliśmy do jakiegoś mundurowego, by podał nam jakieś wskazówki. Dowiedzieliśmy się wszystkiego co trzeba i weszliśmy do odpowiedniego gabinetu.
- Wejść z tobą? - zapytał patrząc mi prosto w oczy.
- Nie, sama muszę dać radę.
- Dzielna dziewczynka - ucałował czubek mojej.
Głośno odetchnęłam i leciutko zapukałam. Przywitałam się ze starszym mężczyzną i usiadłam na krześle naprzeciwko niego.
- Chciałabym zgłosić gwałt i to nie jeden - powiedziałam na jednym wydechu, a policjant szerzej otworzył oczy.
Podałam wszystkie potrzebne mu dane i zacisnęłam powieki, by nie wydostała się spod nich żadna łza.
- Słucham - powiedział grubym głosem, a ja drżącym głosem zaczęłam opowiadać mu wszystko od samego początku.
- ... nie potrafiłam mu się sprzeciwić, jest zbyt silny. Boję się, że zrobi to znowu, a rodzice mi nie uwierzą. Codziennie budzę się ze świadomością, że jestem najgorszym wyrzutkiem tego świata i to moja wina, że on robi mi takie rzeczy. To przyjaciel taty, nie chcę, żeby miał przeze mnie kłopoty - mówiłam, a po moich policzkach splywały kolejne łzy.
Pięści miałam zaciśnięte, a jedyne czego teraz potrzebowałam to Harrego. Tak bardzo pragnęłam, żeby mnie przytulił.
- Potrzebuje pani chwilę przerwy albo pomocy psychologa? - zapytał policjant, kiedy zauważył, że nie daję rady.
- A mógłby wejść tutaj mój przyjaciel? - zapytałam z nadzieją.
- Jeżeli wyraża pani taką zgodę.
- Bardzo bym o to prosiła - powiedziałam próbując wziąć normalny oddech.
- Jak się nazywa?
- Harry Styles.
- Jeżeli pani chce może po niego wyjść.
- Dziękuję.
Wstałam powoli z twardego krzesła, otworzyłam drzwi i podeszłam do Hazzy. Momentalnie podniósł się z kanapy stojącej na korytarzu i mocno mnie przytulił. Nie chciałam go puszczać, on jako jedyny mnie rozumiał i dawał mi ukojenie.
- Ja nie dam rady, Harry - oznajmiłam płacząc mu w ramię.
- Cii... spokojnie. Jestem przy tobie.
- Wejdziesz ze mną? - zapytałam patrząc mu w oczy.
- Nie wiem czy mogę, mała.
- Pan, z którym rozmawiałam ci pozwolił.
Po chwili do środka weszliśmy razem, ja kurczowo trzymałam się ramienia Harrego, a on nie spuszczał ze mnie wzroku patrząc, czy nic mi nie jest.
- Teraz ja będę zadawał pani pytania, dobrze? - usłyszałam głos policjanta.
Skinęłam głową na znak zgody i ściskając dłoń Harrego, próbowałam odpowiadać na wszystko. Wydawało mi się, że siedzieliśmy tam wieczność. Wszystko było takie trudne. Każde wspomnienie powracało, a ja czułam się jak szmata. Kiedy skończyliśmy, policjant poprosił, aby Harry jeszcze chwilę został, a ja wyszłam na zewnątrz siadając na miękkiej sofie i wycierając mokre od łez policzki.

__________________________________________________________
Dziękuję za  8722 odwiedziny i każdy komentarz ♥ Dokładnie 500 wejść od ostatniego wpisu. Jesteście genialni. Wiem, imagin staje się coraz gorszy, a waszych komentarzy z wiadomego powodu jest coraz mniej. Rozumiem, ale musicie mi wybaczyć. Wszystko się pieprzy, raz jest dobrze, a za chwile idę popłakać w poduszkę. Nie chcę Was zanudzać. Serdecznie Wam dziękuję za wszystko. A jak Wam się podoba teledysk do ,,Midnight Memories"? Jak dla mnie genialny. Harry wczoraj stał się już dwudziestolatkiem. Stara dupa z niego. Do kolejnego wpisu. Pozdrawiam. xx



CZYTASZ = KOMENTUJESZ