niedziela, 24 maja 2015

#26 Imagin - Niall (cz.7 - ostatnia)

- Ale sukienkę czy spódniczkę? - powiedziałam do słuchawki telefonu.
- Obojętnie.
- Nie, nie obojętnie. Powiedz mi.
- Kochanie, we wszystkim ci ładnie.
- Ale Niall...Według Ciebie ładniej mi w sukienkach czy spódniczkach?
- Bez różnicy.
- Jak mi nie powiesz to wcale nie przyjdę.
- Kotek, załóż to w czym ci wygodnie.
- Nie pomagasz.
- Dobra, to spódniczka - powiedział zrezygnowany.
- Cholera. Myślałam, że wybierzesz sukienkę. Nie wiem jaką spódniczkę mogłabym założyć.
- Więc załóż sukienkę.
- Na pewno?
- Tak.
Pogadaliśmy jeszcze chwilę i zaczęłam się szykować. Niall zaprosił mnie na naszą  pierwszą oficjalną randkę. Wieczór zapowiadał się wspaniale, jednak bardzo się denerwowałam. Nie wiedziałam czego się spodziewać, a chciałam wypaść jak najlepiej. Wzięłam krótki prysznic, założyłam bieliznę i przygotowałam ubrania. Czarna sukienka przed kolano z długimi rękawami i lekko odsłoniętymi plecami do tego jasne szpilki. Elegancko, seksownie i specjalnie dla niego. Włosy związałam w luźnego warkocza, a makijaż to tylko delikatne kreski eyelinerem. Gotowa zeszłam na dół, by pokazać się mamie. Wraz z tatą i moim malutkim bratem siedzieli na kanapie oglądając jakieś bajki.
- I jak? - zapytałam i nagle wszystkie oczy skierowały się na mnie.
Na twarzy mojej rodzicielki pojawił się uśmiech, a tata chwilę się przyglądał.
- Ślicznie wyglądasz. Ten chłopak to musi być ktoś wyjątkowy - usłyszałam słowa mamy.
- Nie wiedziałem, że moja córka jest już taka dorosła - dodał tata.
Mój braciszek tylko podbiegł do mnie i przytulił się do mojej nogi.
- Gdzie schowasz dokumenty i telefon? - zapytała po chwili mama.
- Nie wiem. Dam Niallowi do kieszeni. Coś wymyślę - odparłam.
- Może chcesz torebkę?
- Nie, nie chcę jej zgubić.
- Mamo, gdzie idzie [T.I]? - zapytał mój brat.
- Na randkę - stwierdziła.
Mój tata tylko chrząknął i pokręcił głową.
- A mogę iść z nią?
- Nie, kochanie. Przykro mi.
Nagle rozmowę przerwał dzwonek do drzwi.
- To na pewno Niall. Otworzę - skwitowałam.
W tym samym czasie mały zaczął płakać i wystawił rączki do góry. Spojrzałam tylko na mamę i nie wiedziałam co zrobić.
- Weź go na chwilę, ja pójdę otworzyć.
Ukucnęłam, a braciszek wtulił się we mnie najmocniej jak mógł. Po jego policzkach spływały łzy. W tym samym momencie do salonu wszedł Niall. Przywitał się z moim tatą uściskiem dłoni i podszedł do nas.
- Cześć skarbie - wyszeptał.
Mały tylko spojrzał na chłopaka i jeszcze mocniej mnie przytulił.
- Przepraszam Niall, już idę. Ale jak widzisz są małe problemy - zareagowałam.
- Cześć mały - powiedział nagle blondyn i delikatnie podał rękę mojemu bratu.
- Nie jestem już taki mały - odpowiedział naburmuszony.
- Nie oddasz mi dziś [T.I]?
- Nie. To moja siostra.
- A jeżeli obiecam ci, że zabierzemy cię jutro razem do wesołego miasteczka?
Mały jakby oprzytomiał i podejrzanie spojrzał na Nialla.
- A kupisz mi lody?
- Tak i watę cukrową - zapewnił chłopak wciąż się uśmiechając.
- A pójdziemy na zjeżdżalnię?
- Nawet na kilka.
- To dobra, ale opiekuj się nią. To moja siostra i bardzo ją kocham - oznajmił poważnym tonem.
Tym tekstem zaskoczył wszystkim. Taki mały, a taki mądry.
- A wiesz co? - zapytał Niall małego.
- Co?
- Ja też ją kocham.
Na moje policzki wdarł się rumieniec. Moja mama patrzyła na nas ze łzami w oczach, a tata udawał, że nic nie słyszał.
- To chyba możemy teraz iść - skwitowałam.
- Jasne.
Wyszliśmy z domu, a ja nadal czułam się skrępowana.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic.
- Przecież widzę.
- Powiedziałeś to przy moich rodzicach.
- To źle?
- Nie, ale tak... dziwnie.
- Kocham cię to takie dziwne? -  powiedział.
Spuściłam wzrok na ziemię i zatrzymałam przy samochodzie chłopaka.
- Nikt mnie nigdy nie kochał - stwierdziłam lekko speszona.
Niall uniósł delikatnie mój podbródek i pocałował.
- Bo jeszcze nikt nie zauważył jaka jesteś wspaniała.
- Ale to słodkie - stwierdziłam.
- No ba, ja jestem słodki - powiedział otwierając mi drzwi pasażera.
- Kochany.
- To też wiem. Wsiadaj. Jestem głodny jak cholera. Jedziemy do restauracji. Będziemy jeść całą noc.
- Niall! - krzyknęłam wsiadając do samochodu.



_____________________________________

Cześć wszystkim.

Skończyłam. Krótkie, średnio fajne zakończenie ale jest. Co dalej? Nie wiem. Chciałabym coś napisać i to bardzo. Coś właśnie tworzę, ale to nie jest żaden imagin, tylko zwykła historia. Dziś podkusiło mnie i spojrzałam na liczbę wyświetleń pod postami. Zaskoczyło mnie jak wiele ich było pod niektórymi, ale zasmuciła mnie liczba komentarzy. Zrobiłam zestawienie najbardziej odwiedzanych, byście mogli zobaczyć tę różnicę. Kliknijcie w zdjęcie, żeby powiększyć.







poniedziałek, 18 maja 2015

Orginal



Cześć skarbki!
Dziś coś nietypowego. Nie jest to imagin, ani żadne opowiadanie jest to "coś", co naskrobałam jakiś czas temu. Nie wiem, czy wyszłoby z tego coś więcej. Może dałoby się to rozwinąć i stworzyć ten nasz imagin. Sama nie wiem. Może Wy macie jakieś pomysły. Co do imagina z Niallem. Dokończę go, obiecuję. Postaram się to zrobić jak najszybciej. Aktualnie nie mam nastroju na szczęśliwe zakończenia. Więc teraz przeczytajcie i dajcie znać co o tym myślicie. Wiem, że jest krótkie, ale bardzo zależy mi na Waszej opinii.


_____________________________________________________

Siedziała w rogu zamkniętego pokoju i nasłuchiwała wrzasków. Znowu to samo. Na swoim nadgarstku pojawił się siniec od szarpaniny. Próbowała zasłonić uszy, by nie docierały do niej słowa. Łzy spływały po policzkach, a paznokcie coraz bardziej wbijały się w skórę. Nagle trzask i cisza. Spojrzała w stronę drzwi i przerażona chciała do nich podejść, jednak coś kazało jej zostać. Bała się. Odetchnęła głęboko i powoli wstała z zimnej podłoni. Drżącą dłonią dotknęła klamki. Powietrze stawało się cięższe. Otworzyła drzwi i cichutko zmierzała w strone kuchni, gdzie jeszcze przed chwilą odbywało się piekło. Panował półmrok, zapalona była wyłącznie mała lampka na stoliku. W rogu zobaczyła mamę. Płakała. Podbiegła do niej i przytuliła, całując ją w czoło.
- Co się stało, mamusiu? - zapytała patrząc jak jej rodzicielka próbuje zasłonić swieże rany.
Nie odpowiedziała. Szlochając przytuliła dziewczynkę do siebie i próbowała uspokoić. Nie rozumiała dlaczego jej tata jest taki zły.
- Tatuś się zdenerwował - odpowiedziała w końcu kobieta.
- Na ciebie?
- Tak, ale już poszedł.
Mała w końcu odsunęła się od mamy i pobiegła do swojego pokoiku. Kobieta wstała i poprawiła poszarpane nieco ubranie. Podeszła do zbitego wazonu i próbowała posprzątać szkło. Kiedy się odwróciła dziewczynka stała w drzwiach z wielkim misiem w ręce i przyglądała się matce.
- Coś się stało, skarbie?
Dziewczynka bez słowa podeszła do mamy i wręczyła jej dużego pluszaka. Kobieta nie rozumiejąc zachowania córki ukucnęła przy niej i złapała misia za łapę.
- Dlaczego mi go dajesz? - zapytała.
- On cię uratuje.
- Twój miś?
- Tak. Przed tatą - skwitowała dziewczynka.
- Boisz się ojca?
Mała nic nie odpowiedziała. Pokiwała tylko głową i się rozpłakała. Kobieta tuląc córkę do piersi, pocałowała ją w czółko.
- Mamusiu, a nie możemy się przeprowadzić tylko bez taty?
- Nie wiem, maleńka. Nie wiem.
Odjechały. Nagle. Bez pożagnania z kimkolwiek. On ich nie znalazł, chociaż próbował. Nowy kraj. Nowe miasto. Nowe życie. Bez ojca. Bez tyrana. Bez cierpienia. Nie zostało po nim nic. Oprócz blizn na sercu. Spokój. Mineły lata. Wspomnienia wracają. On nie powróci. Przynajmniej taką mają nadzieję.

czwartek, 23 kwietnia 2015

#26 Imagin - Niall (cz.6)

Rzuciłam telefon gdzieś w kąt łóżka. Wzięłam do ręki czarną ramoneskę i wyszłam z domu. Olał mnie. Najzwyczajniej w świecie mnie olał. A mi głupiej zależało. Szłam w kierunku parku i czułam jak w oczach zbierają mi się łzy. Poczułam się jakby już nikomu na mnie nie zależało. Usiadłam na jednej z ławek, podkuliłam nogi pod brodę a twarz zasłoniłam rękami. Słońce grzało, a ja nie miałam już na nic ochoty. Po jakimś czasie poczułam jak ktoś siada obok mnie.
- Dobra jesteś w tą grę - usłyszałam dobrze znany mi głos.
- O co ci chodzi? - bąknęłam.
- W chowanego. Szukałem cię.
- Brawo. Znalazłeś. Wygrałeś. Coś jeszcze? 
Spojrzałam na niego, a w moich oczach wciąż tkwiły łzy. Nie wiedziałam co mam zrobić. Wpatrywał się we mnie, a w jego oczach nie widziałam już tej radości.
- Jestem idiotą, wiesz? - zapytał Niall.
- Wiem.
- Maleńka, posłuchaj. Cholera. Nie chciałem, żeby tak wyszło.
Chłopak zbliżył się do mnie i przytulił. Nie zmieniłam pozycji, chociaż potrzebowałam wtedy jego ciepła.
- Po prostu zrobiło mi się przykro - powiedziałam cichutko.
- Przepraszam. Obiecuję, że się to więcej nie powtórzy. 
- Wczoraj też obiecałeś.
- Nawet nie wiem co powiedzieć. Poszliśmy z chłopakami do baru i straciłem kontrolę. 
W tamtym momencie postawiłam nogi na ziemi i wtuliłam się w klatkę piersiową Horana.
- Niall. Mi nie chodzi o to, że piłeś, tylko...
Spuściłam wzrok i momentalnie zabrakło mi słów. Łzy spływały po moich policzkach i czułam, że tego nie wytrzymam.
- Kochanie, powiesz mi co się dzieje? - zapytał spokojnie, jakby bał się, że jego słowa mogą mnie skrzywdzić.
- A nie powiesz nikomu?
- Jasne, że nie - zapewnił.
- Bo... Ja wiem, że nie jestem jakaś ładna, zgrabna ani zbytnio urodziwa. Wiem, że mogłabym zrzucić parę kilo, a moja twarz nie nadaje się do pokazywania publicznie. W podstawówce wszyscy się ze mnie śmiali, wystawiali mnie, nigdy nie przychodzili na umówione spotkania, a nawet nie przyszli na moje urodziny i w ogóle dawali do zrozumienia, że nie jestem lubiana. Tylko... Niall... Ja naprawdę staram się być dobrym człowiekiem, wszystkim pomagać, zadowalać rodziców i w ogóle. Tylko ja mam ciągle wrażenie, że jestem totalną nudziarą i od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Dziś jak napisałeś, że nie możesz to wszystko wróciło.
Moje oczy zalały się łzami, a ja nie potrafiłam się uspokoić. Niall przytulił przeniósł mnie na swoje kolana i przytulił najmocniej jak potrafił.
- Skarbie, jesteś najpiękniejsza, najwspanialsza i zdecydowanie nie jesteś nudziarą. 
- Mówisz tak, bo tak wypada - powiedziałam i głęboko westchnęłam.
- Mówię tak. bo mi się podobasz i taka jest prawda.
- Podobam? Niby w czym? - zapytałam zdziwiona.
- We wszystkim. Podobno jak ktoś ma piękne wnętrze to jego wygląd to odzwierciedla, a ty jesteś najpiękniejszą kobietą jaką widziałem.
- Tak? To za co mnie lubisz?
- Za nic.
- Jak to za nic? Przecież przed chwilą mówiłeś... 
- Bo podobno kocha się za nic.
Spojrzałam na niego i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Teraz jest ten czas - powiedział szeptem.
- Jaki? - zapytałam zdziwiona.
- Żebyś mnie pocałowała - oznajmił i uśmiechnął się najszerzej jak tylko potrafił.
Na moje policzki momentalnie wkradł się rumieniec i spuściłam wzrok. Niall jedynie podniósł delikatnie mój podbródek i złączył nasze usta. Nie był to jakiś namiętny pocałunek, jednak miał w sobie coś magicznego. Oderwaliśmy się od siebie, a ja nadal siedziałam Horanowi na kolanach, wpatrzona w trampki z różowymi policzkami.
- Przepraszam, jeżeli tego nie chciałaś - powiedział.
Pokiwałam tylko głową i się do niego przytuliłam. Nikt wtedy nie potrzebował słów. Wystarczyło, że mieliśmy siebie.



- Rozumiesz, że się boję?! - krzyczałam do słuchawki telefonu.
- Po pierwsze: nie krzycz. Po drugie to nie masz czego. Wszystko robisz wyśmienicie.
- Niall, ja serio chciałabym zdać z tego wf.
- Zdasz. Pójdę na dzisiejsze zajęcia z tobą i będę cię asekurował tak jak zawsze na treningach, ok?
- O 11:40 mam lekcje. 
- Ok. Przyjdę. Będzie dobrze, maleńka.
- Mam nadzieję.
Szłam na lekcję wf i jako jedyna kierowałam się do szatni. Wszystkie dziewczyny mogły już nie ćwiczyć do końca roku szkolnego, tylko nie ja. Z drugiej strony to lepiej, zrobię z siebie błazna wyłącznie na oczach trenera i Nialla. Zakładałam właśnie koszulkę, kiedy usłyszałam ciche pukanie.
- Mogę wejść? - usłyszałam głos Horana.
- Jasne.
Szybko założyłam t-shirt i usiadłam na ławce. Chłopak zajął miejsce obok mnie i ujął moją drżącą dłoń.
- Wszystko pójdzie jak trzeba. Jakbyś zapomniała co jest po czym przy poszczególnych ćwiczeniach daj znać. Będę ci podpowiadać.
Kiwnęłam tylko głową na zgodę. Weszliśmy na salę, gdzie znajdował się już wuefista i przygotowywał materace.
- Dzień dobry - powiedzieliśmy równo.
Z twarzy Nialla nie schodził uśmiech co dawało mi ogromną motywację. Zaczęliśmy od rozgrzewki. Następnie przewrót w przód, tył, skok w dal, stanie na głowie, rzut piłką lekarską i świeca. 
- Muszę cię pochwalić - oznajmił trener.
Kamień spadł mi z serca. 
- Piątki ci nie postawię, ale myślę, że na taką dobrą tróję zasługujesz. Ćwiczenia wykonałaś niemal idealnie, ale ta frekwencja. W przyszłym roku zacznij przychodzić normalnie, a może jeszcze z wf będziesz prymusem.


_______________________

Hej.

Szczerze? Totalnie mi się nie podoba to na górze. A dodaję to bo? Bo wiem, że nie będę miała później czasu. Matura za 10 dni, a ja jestem w czarnej dupie. Dodatkowo jestem chora i nie mam do niczego siły. Jak ją zdam to będzie cud. 
Pisał ktoś z Was egzaminy gimnazjalne? Chwalcie się jak Wam poszło. 


A i tak sobie wymarzyłam 5 komentarzy. Wejść jest dużo i dziękuję Wam za nie, ale z komentarzami nie idzie Wam już tak dobrze, a one są kluczem do sukcesu. Od Was teraz zależy czy to będzie już ostatnia część tego opowiadania.



środa, 15 kwietnia 2015

#26 Imagin - Niall (cz.5)

Po jego czole spływały kropelki potu, a on przyglądał mi się uważnie.
- Niall! Chodź! - usłyszeliśmy nagle, co wyrwało nas z transu.
Spojrzałam na niego, a on tylko podniósł moją brodę i lekko cmoknął usta. 
- Trzymaj kciuki, maleńka - powiedział i poszedł do swojej drużyny.
Wróciłam na trybuny i próbowałam ogarnąć. W głowie, jednak wciąż miałam ten pocałunek. Nie było to nic wielkiego, a jednak dla mnie miał on ogromne znaczenie. Piętnaście minut przerwy minęło bardzo szybko, a już po chwili na boisku ponownie pojawiły się obie drużyny. Podążałam wzrokiem za każdym zawodnikiem, który był aktualnie przy piłce i w duchu modliłam się byśmy wygrali. Nigdy tak bardzo nie zaangażowałam się w piłkę nożną jak w tamtej chwili. Minęło jakieś dwadzieścia minut drugiej połowy, a ja nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Nagle akcja nabrała tempa. Zawodnicy zebrali się przy bramce przeciwnej drużyny i nareszcie strzeliliśmy gola. Byłam dumna. Cholernie dumna, tym bardziej, że to duża zasługa Nialla. Zostało dziesięć minut do końca meczu, a ja siedziałam jak na szpilkach. Dźwięk gwizdka i koniec. Co teraz? Remis. Nie wiedziałam co się dzieje.
- SĘDZIOWIE DOLICZYLI KOLEJNE PIĘĆ MINUT MECZU! - usłyszeliśmy.
Nie mogłam pohamować emocji. Minęły trzy minuty i nareszcie. Nasza drużyna wygrała. Wszyscy wstali i zaczęli bić brawo. Najwyraźniej większość osób na trybunach to  kibice naszej szkolnej drużyny. Ludzie zaczęli wychodzić, a ja próbowałam przejść między nimi. Dobiegłam do szatni, a ochroniarz na mój widok tylko się uśmiechnął i nie okazał żadnego sprzeciwu. Zobaczyłam szkolną drużynę i podbiegłam do Nialla. Wtuliłam się w niego najbardziej jak mogłam, a on lekko zaskoczony zacisnął ręce wokół mojej talii.
- Jesteś najlepszy na świecie. Powinni cię wziąć do drużyny narodowej - powiedziałam z uśmiechem.
Nagle po policzkach zaczęły mi spływać łzy. Szczęścia? Wzruszenia? Sama nie wiem. Odkleiliśmy się od siebie, jednak nasze dłonie wciąż były złączone.
- Ej, co się dzieje? - zapytała Niall.
- Jestem z ciebie dumna, wiesz? - powiedziałam cichutko, a on ponownie mnie uścisnął.
- Podobno nie interesujesz się piłką nożną, a teraz mi tu płaczesz. Maleńka, spokojnie - oznajmił wprost do mojego ucha delikatnie je przy tym całując. 
- Idź do chłopaków, świętujcie, bo macie okazję.
Niall spojrzał na mnie i ucałował czoło.
- A może razem zaczniemy świętować?
- Chciałabym, ale dziś to wy jesteście drużyną, ja tylko przyjaciółką jednego z zawodników - powiedziałam.
Chłopak złapał moją dłoń i ucałował.
- To może trzeba coś w tej sprawie zmienić, co? - zaproponował.
- Co masz na myśli? Chcesz odejść z drużyny?
- Nie - uśmiechnął się - w tej drugiej sprawie.
- Ale...
- Masz rację, dziś świętuję z chłopakami, ale jutro zabieram taką jedną, piękną dziewczynę na randkę. 
Moje policzki momentalnie się zarumieniły. Spuściłam wzrok na swoje stopy i nie wiedziałam co zrobić. Niall ponownie złapał mnie za podbródek i zmusił mnie do spojrzenia na niego. Przybliżył się i delikatnie ucałował kącik ust.
- Ja muszę lecieć, mała, bo w końcu się mnie wyprą. Jedź do domu i porządnie się wyśpij. Wymyślę coś fajnego na jutro.
- W porządku - powiedziałam cichutko.
- Jesteś cudowna. Na razie, maleńka.


-Godzina 15:00. Jestem cholerną idiotką. Po co mu to było? Mógł mi wczoraj nic nie proponować. Jestem naiwna. Myślałam, że będzie fajnie, a on nie daje znaku życia. Po prostu super.
Mówiłam sama do siebie i nie potrafiłam opanować złości. Nagle usłyszałam dźwięk sms.

          Od: Niall ;)
     Cześć piękna. Wiem, jestem bardzo głupi, że piszę dopiero teraz, ale nasze wczorajsze świętowanie troszeczkę się przedłużyło. Nie miej mi tego za złe. Przepraszam. Wiem też, że obiecałem Ci super zabawę, ale kac nie chce dać mi spokoju. Jeszcze raz przepraszam. Spotkamy się kiedy indziej, ok? ;)

-Super. Po prostu super. Wczoraj to byłam wspaniała, a dziś? Kurwa. 
Moje gadanie do siebie wzięło górę. Zachował się jak totalna świnia.

          Do: Niall ;)
      Myślałam, że jesteś bardziej ogarniętym facetem. Trzeba było wczoraj pomyśleć o tym, że się schlejesz. 

Minęła sekunda, kiedy ponownie usłyszałam dźwięk sms.

          Od: Niall ;)
      Jesteś zła?

          Do: Niall ;)
     No co Ty? Skąd ten pomysł. Przecież codziennie jestem wystawiana przez facetów. Przyzwyczaiłam się.

          Od: Niall ;)
     Maleńka, przepraszam. Odbijemy sobie. Obiecuję.

          Do: Niall ;)
     Nie obiecuj, jeżeli nie możesz czegoś spełnić. Taka rada na przyszłość. Szkoda, że wcześniej Ci nikt o tym nie powiedział. Może byłoby inaczej.
  
          Od: Niall ;)
     Przyjadę i pogadamy. Nie chciałem, żebyś się złościła. Sama mówiłaś, żebym poszedł świętować z drużyną.

          Do: Niall ;)
      Czyli to moja wina, tak? Nie fatyguj się. Bez łaski. 

          Od: Niall ;)
       Mała, no cholera. Przepraszam. Przyjadę.

           Do: Niall ;)
       Rób co chcesz. Mam to w dupie.    



________________________________________

Cześć!

Tak, wiem. Jestem pokręt. Jeszcze wczoraj pisałam, że nie mam czasu, a dziś pojawia się imagin. Doszłam do wniosku, że bardzo Was zaniedbałam i dokończenie tego opowidania się Wam należy. Tym bardziej, że pod ostatnią częścią było 16 komentarzy, a to bardzo dużo jak dla mnie. Nie wiem, czy to u góry mi wyszło. Chyba trochę wyszłam z wprawy. Przepraszam, jeżeli jest coś nie tak. To chyba nie koniec tego imagina, ale wszystko zależy od Was. Dziś mam dobry dzień, gdyż po trzech dniach nauki w końcu mam piękną ocenę z angielskiego. Musiałam się pochwalić. Także jeszcze raz dziękuję i zapraszam do czytania! 

 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Informacja + Liebster Award

INFORMACJA

Wiem, że dawno mnie tu nie było. Nawet bardzo. Przepraszam, że się nie odpisywałam czy pisałam nowych opowiadań. Siła wyższa, którą jest matura. Tak za jakieś 3 tygodnie mam najważniejszy egzamin w swoim życiu, dlatego cała reszta odeszła na bok. Co z blogiem? Sama nie wiem. Uwielbiam One Direction i to się nie zmieniło, ale ja już chyba jestem za stara. Pisanie nie sprawia mi tyle przyjemności. Czytam Wasze imaginy, chociaż jak zauważyliście z moim komentowaniem jest różnie, ale staram się napisać przynajmniej krótkie zdanie. Nie wiem co zrobić. To nie jest jakieś oficjalne pożegnanie się z blogiem. Może kiedyś tu wrócę. W końcu czekają mnie najdłuższe wakacje w życiu. Jednak planuję iść do pracy co też zabierze mi mnóstwo pracy. Jestem też mega leniem, sami rozumiecie co się z tym wiąże. Dużo w moim życiu się zmieniło dzięki pisaniu. Zaczęłam czytać więcej książek, co jest chyba najcenniejszą nauką. Matura też spowodawała, że coraz częściej siedzę nad książkami. Nie zapomniałam o Was, o ile ktokolwiek tutaj wchodzi, po prostu aktualnie nie jest mi łatwo wszystko pogodzić. Kocham i pozdrawiam. 


Liebster Award

1. Czekolada mleczna, biała czy gorzka?
Zdecydowanie gorzka. Uwielbiam ją. Nie dość, że jest pyszna, to jeszcze odpowiednia nie jest typowym słodyczem. Zdrowa czekolada. Coś wspaniałego.

2. Trzy rzeczy, które chciałbyś/-abyś zrobić przed śmiercią?
Trzy? Tylko? Aż? Sama nie wiem. To chyba nie są jakieś konkretne marzenia, chociaż jednym z nich jest na pewno koncert 1D. A poza tym? Chciałabym się dobrze bawić i niczego nie żałować. Mieć wspaniałą rodzinę i cudownych przyjaciół. Przed śmiercią chciałabym mieć jedynie świadomość, że nikogo nie skrzywdziłam.
 
3. Jesteś raczej pyskaty/-a czy wolisz "siedzieć cicho"?
Jestem cholernie pyskata. Chociaż zależy to też od sytuacji. Wiem, kiedy muszę przestać, ale zawsze bronię swojego zdania i nie dam sobie czegoś wmówić.
4. Piosenka, która rozbudza w Tobie największe emocje?
Wiele jest takich. Pierwsze co przyszło mi na myśl to Goo Goo Dolls - Iris. Uwielbiam też Gun'n Roses - Don't cry. Banalne, ale na każdym weselu płaczę przy "Cudownych rodziców mam".
5. Co darzysz sentymentem?
Jest wiele takich rzeczy. Jestem bardzo sentymentalna. W pokoju mam specjalny kartonik z rzeczami, które przywołują mnóstwo wspomnień i fotografie, które są dla mnie czymś najpiękniejszym.

6. Masz jakieś fobie?
Nienawidzę szczurów i myszy. Nie zasnęłabym gdyby gdzieś po domu kręciło by się coś takiego. Pająki też są straszne.
7. Co kojarzy Ci się z dzieciństwem?
Pierwsze co przyszło mi na myśl to papiloty. Kiedy byłam mała, mama przy każdej okazji kręciła mi w ten sposób włosy. A poza tym? Sama nie wiem.
8. Gdybyś miał możliwość przeniesienia się w czasie do innej epoki, to jaki okres w historii by to był i dlaczego?
 Może nie do epoki, ale chciałabym się przenieść do lat 70. lub 80. ze względu na muzykę, ale też nastawienie ludzi do życia.

9. Jesteś imprezowiczem/-czką czy domatorem/-ką?
Różnie to bywa. Uwielbiam imprezować i potrafię je rozkręcić (skromna jestem), ale co za dużo to nie zdrowo. Cotygodniowe wyjścia mogłyby mnie zmęczyć. Uwielbiam spać i to jest największa przeszkoda.
10. Jesteś przesądny/-a?
Nie. Zero zbędnych informacji. Po prostu nie wierzę w przesądy.
11. Jaki kraj najchętniej byś odwiedził/-a?
 Dużo by tego wymieniać. Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Francja, Kanada, USA itd. Jednak sądzę, że Polska też jest cudownym krajem i to najpierw jej zakątki powinniśmy poznać.
Ja nie nominuję żadnego bloga. Przepraszam, ale nie znam wielu, a jeżeli znam to brały już one udział w czymś takim. 
Dziękuję Paulina za nominację. Zawsze byłam, jestem i będę Twoją wierną czytelniczką. Przepraszam, jeżeli moich komentarzy jest mniej lub są ubogie w treść, ale powody masz wyżej podane. Jesteś wspaniałą pisarką i jedną z moich ulubionych blogowych autorek. 

piątek, 13 lutego 2015

#28 Imagin - Louis (cz.3 - ostatnia)

- Chyba zaraz zwariuję - mówiłam zdenerwowana.
- Spokojnie, mała. Pamiętam cały układ, jak coś będę ci podpowiadał.
Nadszedł dzień studniówki. Właśnie trwały przemowy, a my przygotowywaliśmy się do poloneza. Louis wyglądał świetnie. Czarny garnitur nadał mu męskości. Trzymał moją dłoń, a ja głośno oddychałam. 
- Damy radę, skarbie. Już się tak nie denerwuj - usłyszałam jego ciepły głos.
- Jak ty możesz być taki spokojny?
- Twoja obecność mnie uspokaja - skwitował i pocałował mnie w czoło.
W tamtym momencie nie zastanawiałam się nad tym co robi. Stres wziął górę. Spojrzałam na wszystkich wyczekujących poloneza i ujrzałam moich rodziców. Mama tylko się uśmiechnęła, a tata pokazał, że trzyma kciuki. Przemowy trwały nadal. Uczniowie, dyrektor, jacyś urzędnicy. Wszyscy musieli życzyć nam udanej zabawy i podsumować wszystkie lata w liceum. Miałam wrażenie, że to nigdy się nie skończy. Jednak doczekałam się i usłyszałam to, czego najbardziej się bałam.
- Panie i panowie. Poloneza czas zacząć.
Cholera. Pierwszy takt, a ja miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. 
- No to jedziemy z tym, mała - usłyszałam jeszcze głos Louisa.
Uśmiechnął się do mnie i ruszyliśmy. W głowie wciąż powtarzałam sobie kolejne figury. Jednak, gdy wykonaliśmy już jakąś część stres odpuścił. Myślałam, że będzie gorzej. Co chwila zerkaliśmy na siebie z Louisem, by wszystko było równo i bez problemu dawaliśmy radę. Poprowadziliśmy to zawodowo. Ostatnia figura i zejście było banalne. Skończyliśmy i usłyszeliśmy wielkie brawa. 
- Byłaś cudowna - powiedział Tomlinson, a ja jedyne co potrafiłam zrobić to przytuliłam go z całej siły. 
Czułam jak unosi mnie lekko nad ziemią. Najtrudniejsze za nami. 

Pożegnaliśmy się z rodzicami i razem poszliśmy do naszego stolika. Siedzieliśmy wśród klasy Louisa, bo to jednak on był facetem. W końcu na stół przynieśli pierwszy posiłek tego wieczoru. Jak dla mnie pierwszy tego dnia. Wcześniej nie potrafiłam nic przełknąć. 
- Chyba ci dziś tego nie mówiłem, ale wyglądasz przepięknie - usłyszałam jego głos.
- Dziękuję - powiedziałam i lekko się zarumieniłam.
Dzisiejszy wygląd wiele mnie kosztował. Długa, czarna sukienka z rozcięciem, włosy upięte, pełen makijaż. Pierwszy raz wydałam tyle kasy na wygląd. Musiało mu się podobać. W końcu zespół zaczął grać coś do tańca. Zobaczyłam tylko wyciągnięta w moim kierunku dłoń Louisa, która bez namysłu chwyciłam. Louis, mimo swojego marudzenia, był świetnym tancerzem. Musiał brać pod uwagę, że mam na sobie szpilki i długą sukienkę, dlatego jego ruchy były wolniejsze niż zwykle, jednak równie dobre. Po paru piosenkach wróciliśmy na miejsce. Studniówka była w lokalu, dlatego nie było problemu z alkoholem. Wypiłam niewiele, jednak humor mi dopisywał. Bawiliśmy się świetnie. W trakcie wykonano nam zdjęcia klasowe i nie tylko. Kilka fotografii z partnerem, koleżankami itp. Minęła północ. Siedzieliśmy z Louisem przy stole i zastanawialiśmy się co jeszcze możemy zjeść. Nie zauważyłam nawet kiedy jego ręka wylądowała na moim kolanie. Chłopak odchylił sukienkę tak, by dotknąć mojej nagiej skóry. Najwyraźniej rozcięcie bardziej przydało się jemu niż mi.
- Może paszteciki? - zaproponowałam.
- Nie lubię - bąknął.
- Szaszłyki?
- Nie.
- Kanapeczki?
- Nie.
- Kotleciki?
- Nie.
- To co ty chcesz? - zapytałam lekko zdenerwowana.
Louis spojrzał na mnie i przysunął usta do mojego ucha.
- Ciebie, skarbie - powiedział, a ja nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
Jego głos sprawił, że przeszły mnie dreszcze.
- Chodź na chwilę - dodał. 
Wziął z krzesła marynarkę, a mnie złapał za biodro i poprawdził.
- Gdzie idziemy? - zapytałam.
- Gdzieś, gdzie będziemy sami.
Spojrzałam na niego i lekko się uśmiechnęłam.
- Mam się bać? 
- Może.
Dotarliśmy do korytarza, który prowadził do części hotelowej. Wszędzie było pusto. W rogach święciły się tylko małe lampeczki. Louis usiadł na kanapie, która stała jakby w recepcji.
- Chodź do mnie - powiedział.
- Co ty kombinujesz? 
- Chcę cię mieć tylko dla siebie - skwitował.
Chciałam zająć miejsce obok jednak on zwinnie przesunął mnie na swoje kolana. 
- I co teraz? - zapytałam.
- Teraz będziemy się całować - stwierdził udając poważnego.
Uderzyłam go lekko w ramię, by za chwilę się do niego przytulić. Zaczęliśmy rozmawiać. Tematy były różne. Nie obchodziło nas, że właśnie omija nas wyczekiwana studniówka. 
- Mała, powinienem ci coś powiedzieć - powiedział cichutko, kiedy ja byłam w niego wtulona.
Zamruczałam tylko i spojrzałam na niego.
- Chciałbym, żebyś była dla mnie kimś więcej niż tylko koleżanką. Chciałbym, żebyś poza studniówką też była moją partnerką. Już zawsze.
W tamtym momencie nie kontrolowałam tego co robię. Po prostu zbliżyłam się do niego na tyle ile to było możliwe i pocałowałam. Po prostu. Zakochałam się w nim już dawno. Jednak to studniówka okazała się tym przełomem. W końcu wróciliśmy na imprezę. Wtulona w Louisa wiedziałam, że jest to najlepsza noc w życiu. Nie szczędziliśmy sobie czułości. Prawdziwa miłość? Mam nadzieję, że tak.


________________________

Cześć!


Jestem z kolejnym, ostatnim już rozdziałem. Temat tego opowiadania jest mi bardzo bliski. Właśnie w minioną sobotę miałam swoją studniówkę. Trailer i polonez. Wszystko jest w necie. Jak chcecie mnie zobaczyć to jestem w 5 parze w 3 turze. W trailerze też możecie mnie zobaczyć parę razy. Ale to tyle o mnie. Mam nadzieję, że imagin Wam się podobał. To kto następny? Sami decydujcie. 


DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO!

licznik odwiedzin:  67876 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
 

Love.

czwartek, 29 stycznia 2015

#28 Imagin - Louis (cz.2)

Obudziła mnie głośna rozmowa moich rodziców. Podniosłam się na łokciach i spojrzałam na telefon. Dwanaście po dziesiątej. Nareszcie dzień wolny. Zeszłam na dół i zauważyłam jak mama biega z walizką.
- Coś się dzieje? - zapytałam zaspana.
- Nareszcie skarbie. Dobrze, że wstałaś. Przed chwilą dowiedzieliśmy się, że brat twojego ojca ma jakieś problemy. Jedziemy do niego na weekend. Zostaniesz sama w domu, dobrze? Lodówkę masz pełną, 
a pieniądze przelejemy ci na konto. Pamiętaj, żeby kupić sobie dziś podwiązkę i rajstopy, bo w końcu zapomnisz. A i małą zawieźliśmy do dziadków. Jakby babcia dzwoniła to podjedź do nich. Nie chcieliśmy cię samej z nią zostawiać. Zero imprez i chłopaków. Posprzątaj tu trochę i dzwoń jakby się coś działo...
Mówiła i mówiła, a mnie rozśmieszał jej brak panowania nad wszystkim. Mama zawsze jest odpowiedzialną i poukładaną kobietą, która wszystko robi według planu. No oprócz mojej siostrzyczki. Wydaje mi się, że ona tak do końca nie była planowana. A teraz stało się coś innego i mamusia nie potrafi sobie poradzić.
- Dlaczego zawieźliście Emmę do babci? Dałabym sobie z nią radę - stwierdziłam.
- Lepiej, żebyś ogarnęła dom i zrobiła zakupy na bal. Z resztą babcia sama naciskała.
Bez dłuższego dyskutowania pożegnałam się z rodzicami, a sama wzięłam się za robienie śniadania. Najprostszym daniem będą kanapki. Szynka, ser, pomidor i ogórek. Właśnie wzięłam jedną z nich do buzi, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Czyżby rodzice czegoś zapomnieli? Dalej mieląc mój posiłek otworzyłam drzwi i zobaczyłam Louisa. Stanęłam dęba i nie wiedziałam co zrobić. Majtki w owce, biała koszulka, kitka, która już dawno nie wie czym jest i pełna buzia. Ma chłopak wyczucie.
- Cześć śliczna - usłyszałam i momentalnie moje policzki stały się różowe.
Połknęłam kęs, który miałam w ustach i zaprosiłam go do środka.
- Co ty tu robisz? - zapytałam bez owijania w bawełnę.
- Przyszedłem cię odwiedzić, ale widać chyba za wcześnie.
- Nie patrz na mnie. Poczekaj tu, ja się pójdę ogarnąć - skwitowałam i pobiegłam do swojego pokoju.
Wzięłam do ręki normalną bieliznę, skarpetki, bordowy sweterek i szare leginsy. Cicho przemknęłam się do łazienki i ubrałam. W pełni gotowa wróciłam do Louisa. Zastałam go siedzące przy stole i zajadającego się moimi kanapkami.
- Ej, to było moje - powiedziałam.
- Pyszne śniadanie, kochanie.
Zrobiłam naburmuszoną minę i usiadłam naprzeciwko niego. Spojrzał na mnie i podstawił mi pod nos nadgryzioną już kanapkę.
- Tylko tyle zostało - stwierdził.
- Dokończ, nie krępuj się.
Mówiąc to miałam nadzieję, że jednak tego nie zrobi. Myliłam się. Zjadł, wstał od stołu i podszedł do soku.
- Mogę? - zapytał.
- W szafce nad zlewem są szklanki.
- Nie potrzebne. 
- Potrzebne - powiedziałam i podeszłam do niego stawiając przed nim dwa kubeczki. 
Bez namysłu nalał do nich soku jabłkowego. Upiłam łyk i zauważyłam, że nagle zrobił się bardziej spięty.
- Jesteś zła? - zapytał.
- Tak - powiedziałam udając obrażoną.
Cała ta sytuacja bardziej mnie jednak śmieszyła. Nie miałam mu za złe tego, że zjadł moje kanapki czy zachowywał się jak gówniarz. To było normalne i zabawne jednocześnie.
- Przepraszam - usłyszałam jego cichy głos.
- Przepraszam nie wystarczy - skwitowałam twardo.
On nagle zaszedł mnie od tyłu i położył głowę na moim ramieniu. Jego ręce objęły moją talię, a dłonie wylądowały na brzuchu.
- Nie wiedziałem, że się zezłościsz. Jak chcesz to mogę zrobić ci nowe kanapki.
Skierowałam wzrok na podłogę, a na moja twarz wdarł się szyderczy uśmiech. Louis nagle oderwał się ode mnie.
- Czyli nie jesteś zła? Już się przestraszyłem.
Odkręciłam się do niego przodem i oparłam się o blat, a on wpatrując się we mnie po prostu podszedł i mnie przytulił. Lekko zaskoczyła mnie jego reakcja. Jednak objęłam go najmocniej jak tylko potrafiłam. Zaciągnęłam się jego zapachem, a największym moim marzeniem było pozostanie w jego ramionach. 
- Nie chcę, żebyś się na mnie gniewała - mówił słodkim głosem.
- Już się nie gniewam.
- Zrobię ci te kanapki jak chcesz. A tak w ogóle to ładnie pachniesz.
- Dziękuję. A tak właściwie to po co przyszedłeś? - zapytałam nie odrywając się od niego.
- Aż tak ci przeszkadza moje towarzystwo?
- Nie, tylko...
- Idziemy na zakupy. Musimy kupić koszulę - przerwał mi.
- I podwiązkę - dodałam.
- Robi się ciekawie.
- I rajstopy.
- A majtki czerwone masz?
- A to trzeba? 
Spojrzałam nagle na niego i jakbym oprzytomniała.
- Taka tradycja, kochanie. Idziemy ci kupić czerwone stringi.
- Nie przesadzajmy. Figi wystarczą,
- Figi? Czyli jakie? - zapytał zaciekawiony.
- Normalne, Tomlinson. Normalne.
- To przynajmniej koronkowe. Litości, dziewczyno. 
- Jesteś zboczony.
- A ty przepiękna - stwierdził, a ja ponownie zrobiłam się czerwona

* Louis *

- To tylko rajstopy zlituj się.
[T.I] to typowa kobieta. Jesteśmy w sklepie z bielizną. Zamiast poszukać jakiś fajnych majtek to ona od pół godziny przegląda rajstopy.
- Louis, ale lepsze te z motylkami na dole czy z klinem? - zwróciła się do mnie.
Spojrzałem na oba opakowania i powoli zacząłem się denerwować. Taki mały znaczek, a dał jej masę problemów.
- Kup oba, bo znając życie to je zahaczysz i podrzesz - skwitowałem.
- No ok, to poprosiłabym jeszcze czerwone figi i podwiązkę.
- Państwo na studniówkę? - wtrąciła się ekspedientka.
Tylko kiwnąłem głową i zacząłem przeglądać bieliznę, którą wyciągnęła. Za każdym razem wyobrażałem sobie w niej [T.I]. Cholernie kusząca dziewczyna. 
- To może przymierzysz? - zaproponowałem, kiedy nie mogła się zdecydować. 
Wzięła chyba dwie pary majtek i ze trzy podwiązki i ruszyła w stronę przymierzalni. Stanąłem za kotarą 
i próbowałem ogarnąć myśli. Fakt, że ona się tam rozbiera nie działał na moją korzyść. 
- Pokażesz mi się? - zapytałem wprost.
- Nie - powiedziała śmiejąc się.
- Czemu?
- Bo to bielizna. Trochę to intymne.
- Chyba się mnie nie wstydzisz, co? 
- Dobra, ale tylko w tej jednej, którą kupie.
- Zawsze coś - stwierdziłem.
- Ok, ale tak delikatnie odsłoń tą kotarę, żeby mnie pół sklepu nie widziało - powiedziała szeptem po jakiejś chwili.
Odsunąłem kawałek materiału, by móc ją dostrzec. Miała na sobie sweterek, skarpetki, czerwone, koronkowe majtki i podwiązkę. Wyglądała uroczo i seksownie. W tamtej chwili byłem wdzięczny kurtce, która zasłaniała mój rozporek.
- I jak? - zapytała.
- Cudownie wyglądasz, maleńka.
Dalsze zakupy nie były już tak ekscytujące. Znalezienie dla mnie muchy i koszuli nie okazało się trudnym zadaniem, mimo że moja partnerka jest wybredna. Jednak dla niej mógłbym przejść całe miasto, ba cały świat wzdłuż i wszerz. Nie dość, że jest piękna to jeszcze wspaniała. Zapowiada się cudowna noc.

__________________________

Cześć szkraby!


No to jest część druga. Cieszycie się? Ciężko mi szła i średnio jestem z niej zadowolona. Ale oprócz narzekania na siebie chciałabym napisać tutaj coś jeszcze. Chciałabym Wam podziękować. Ponad tysiąc odwiedzin, a od ostatniego posta minęło 6 dni. 

DZIEKUJĘ! 
aktualny licznik: 66 069

czytasz = komentujesz