wtorek, 10 grudnia 2013

#24 Imagin - Harry (cz.3)



Słyszałam powtarzający sygnał dzwonka, pobiegłam po szlafrok zasłaniający moje uda i ponownie zeszłam na dół. Wzięłam głęboki oddech i przekręciłam zamek.
- Cześć, już myślałem, że mnie wystawiłaś – oznajmił uśmiechnięty Hazza.
- Przepraszam – powiedziałam cichutko i gestem ręki zaprosiłam go do środka.
Rozejrzał się po mieszkaniu i zajął miejsce w salonie.
- Obudziłem cię, że jesteś jeszcze w szlafroku?
- Tak… nie… znaczy, daj mi chwilę.
Pobiegłam na górę, by jeszcze raz przemyć rany i przebrać się w coś normalnego. Ciemne dżinsy, sweterek, włosy spięłam w kok, wzięłam potrzebne nam książki i jak najszybciej udałam się na dół.
- Od czego zaczynamy? – zapytałam zajmując miejsce obok chłopaka.
- Funkcje liniowe?
- Jasne.
Otworzyłam zeszyt, podałam mu długopis i wspólnie zaczęliśmy rozwiązywać zadania. Czas mijał nam szybko, a Harry okazał się dobrym uczniem.
- Nie za gorąco ci w tym sweterku, znaczy bardzo ładnie w nim wyglądasz, ale… - powoli zaczął się gubić.
- Jest ok – przerwałam mu i wróciliśmy do zajęć.
Spędziliśmy razem całe popołudnie. Nawet nie wiem, kiedy przestaliśmy się uczyć, a po prostu zaczęliśmy gadać jak starzy, dobrzy znajomi. Zbliżała się 21.00, kiedy ponownie zadzwonił dzwonek do drzwi. Wymieniliśmy z Harrym znaczące spojrzenie i powoli wstałam, by zobaczyć kto przyszedł.
- Spodziewasz się kogoś o tej porze? – zapytał.
- Nie, a rodziców też nie ma. Poczekaj, dobrze?
Skinął głową, a ja podeszłam do drzwi. Chciałam zobaczyć przez judasza kto się do mnie dobija, jednak było już zbyt ciemno. Przekręciłam zamek i zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam, a było dla mnie jak najgorszy horror.
- Co ty tu robisz?! -  wręcz krzyknęłam.
- Kochanie, nie cieszysz się?
Podszedł do mnie i przyparł mnie do ściany, trzymając jedną rękę na moich ustach. Był zdecydowanie bardziej zbudowany, a na jego twarzy i ramionach widniało o wiele więcej tatuaży.
- Cicho malutka, jeszcze nic ci nie zrobiłem. Sama jesteś? – zapytał całując przy tym moją szyję.
- Nie, nie jest sama – usłyszałam głos Harrego.
On momentalnie się odsunął i zmierzył loczka wzrokiem. Stałam jak sparaliżowana, cholernie bałam się, że może zrobić coś nie tylko mi, ale też Hazzie.
- Spotkamy się kiedy indziej, księżniczko – zaakcentował ostatnie słowo i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
Osunęłam się na zimną podłogę, a po moich policzkach spływały słone łzy. Harry uklęknął przy mnie i przytulił, całując przy tym czubek głowy.
- Kim on był? – zapytał cicho, delikatnie łapiąc moją drżącą dłoń.
Nic nie odpowiedziałam tylko jeszcze mocniej wtuliłam się w jego tors.
- Zaniosę cię do twojej sypialni i pójdziesz spać, dobrze?
- Nie, tylko nie tam – powiedziałam przerażona.
Zdałam sobie sprawę, że na łóżku zostały żyletki, a na kołdrze nadal są ślady krwi.
- Mam nie pytać dlaczego? – mówił cichutko, bym poczuła się bezpieczna.
Pokiwałam tylko głową, a Hazza wziął mnie na ręce i zaniósł do salonu. Położyłam głowę na poduszce, a chłopak przykrył mnie kocem, który leżał w rogu.
- Zaśniesz? – zapytał.
- Harry… boję się – wyszeptałam.
- Jestem przy tobie, spokojnie.
Usiadł na podłodze przy kanapie i wpatrywał się w moją zmęczoną postać.
- Głupio mi prosić, ale mógłbyś nikomu nie mówić o tym co się stało?
- Jasne mała. Rodzice wrócą na noc?
- Nie, wyjechali.
- Zostać? – zapytał gładząc opuszkami palców mój policzek.
- Dziękuję – powiedziałam, co było równoznaczne ze zgodą i przymknęłam powieki.
- Teraz śpij…


_______________________________________________________________________________
Dziękuję za 4737 odwiedzin i każdy komentarz Mówił Wam już ktoś, że jesteście najwspanialsi? Jesteście moją największą radością teraz, kiedy jest mi bardzo ciężko. Mam wiele problemów, ale nie będę Was nimi zanudzać. Imagin krótki, jak zwykle, ale mam nadzieję, że taka długość Wam wystarcza. Mówiłam Wam o czwartku, jest dziś. Nie miałam dziś zajęć w szkole i dlatego postanowiłam się do Was odezwać. Jeszcze raz bardzo dziękuję. 





Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania. 
Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.  

piątek, 6 grudnia 2013

#24 Imagin - Harry (cz.2)



Kierowałam się w stronę domu, kiedy usłyszałam swoje imię.
- [t.i]! Poczekaj!
Zobaczyłam Harrego. Który biegnie w moją stronę. Niechętnie się zatrzymałam i czekałam, aż mnie dogoni.
- Dlaczego nie chcesz mi pomóc, przecież ci zapłacę – tłumaczył.
- Harry, nie o to tu chodzi. Wcześniej mnie nie znałeś, a teram mam cię uczyć? Mogę się założyć, że wczoraj zapytałeś kogoś jak mam na imię, bo po roku chodzenia do jednej klasy głupio byłoby ci zapytać.
- Nie prawda, wiedziałem jak masz na imię – powiedział zakładając ręce na piersi.
- Brawo, powinieneś dostać nagrodę – stwierdziłam z nutką ironii w głosie i próbowałam go ominąć.
- [t.i] proszę – powiedział już znacznie łagodniej.
Zatrzymałam się, wzięłam głęboki oddech i stanęłam z nim twarzą w twarz.
- Dlaczego ci tak zależy, przecież możesz wynająć korepetytora, na pewno cię stać.
Momentalnie wlepił wzrok w ziemię i teraz to on wziął głęboki oddech.
- Nie to nie, najwyżej nie zdam – powiedział zrezygnowany.
Chciał już odejść, jednak jego ostatnie słowa sprawiły, że miałabym wyrzuty sumienia, gdybym tego nie zrobiła. Podbiegłam do niego i złapałam za dłoń.
- Kiedy i o której?
- Jutro około 12.00, mogę wpaść? – zapytał wyraźnie uradowany.
- Zgoda, uparciuchu – oznajmiłam po czym dał mi buziaka w policzek i odszedł.
Poczułam się dziwnie. Opuszkami palców dotknęłam miejsca, gdzie jeszcze prze chwilą znajdowały się jego wargi i ruszyłam przed siebie. Następnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie, mimo tego, że właśnie zaczął się weekend. Wstałam z łóżka i zeszłam na śniadanie. Przy stole zobaczyłam tatę w garniturze pijącego poranną kawę i czytającego gazetę, a mam chodziła po domu rozmawiając z kimś przez telefon.
- Dzień dobry – powiedziałam dość zaspanym głosem.
Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, mina mi zrzedła i niechętnie zasiadłam do stołu biorąc przy tym szklankę mleka.
- O której dziś wracacie? – zapytałam biorąc kolejny łyk.
- Nie wracamy do domu, wyjeżdżamy na tydzień – oznajmił ojciec nie odrywając wzroku od swojej lektury.
- Dobrze wiedzieć – odburknęłam.
- Mamy do załatwienia ważne interesy, musimy wyjechać w delegację – oznajmiła matka kończąc rozmowę telefoniczną.
- A ja? Mam zostać sama? Dlaczego mi nic nie powiedzieliście?
- Dasz sobie radę – usłyszałam głos taty.
- Jak zwykle…
Momentalnie wstałam od stołu i pobiegłam do pokoju trzaskając drzwiami. Wyciągnęłam zza szafy małe, czarne pudełeczko i usiadłam na łóżku. Delikatnie je otworzyłam i znalazłam potrzebną mi żyletkę. Podciągnęłam rękawy i opuszkami palców dotknęłam starych blizn. Westchnęłam i zrobiłam delikatne nacięcie. Czułam jak krew spływa po moim nadgarstku i jeszcze raz zrobiłam żyletką prostką kreskę na mojej skórze. Dokładnie obejrzałam nowe rany. Poczułam jak po policzku spływa mi łza. Nie panowałam już nad tym.
- Znowu to samo – powiedziałam cichutko.
Ścisnęłam żyletkę w dłoni i przymknęłam powieki czując przeszywający od środka ból. Położyłam głowę na poduszce i podkuliłam nogi do klatki piersiowej. Nie miałam już siły. Rozumiałam, że pieniądze są dla nich ważne, ale coraz częściej zdawałam sobie sprawę, że ważniejsze ode mnie. Otarłam dłonią mokre od łez policzku i zobaczyłam smugę krwi jaką pozostawiłam na białej pościeli. Usłyszałam samochód odjeżdżający z podjazdu, co oznaczało, że rodzice już odjechali. Bez pożegnania, normalne. Powoli wstałam z łóżka i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, czując zimne krople wody próbowałam doprowadzić się do porządku. W samej bieliźnie stanęłam przed szafą, by wybrać strój na dzisiejszy dzień, kiedy usłyszałam dzwonek swojego telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam „Numer nieznany”, bez zastanowienia odebrałam.
- Słucham?
- Cześć kochanie – usłyszałam męski głos.
- Kochanie? Z kim rozmawiam? – zapytałam lekko zdezorientowana.
- Nie pamiętasz mnie [t.i]?
To nie mogła być prawda. Ten sam głos, który prześladował mnie przez cztery lata powrócił. Czyli to nie koniec mojego koszmaru?
- Czego ode mnie chcesz? – powiedziałam po chwili.
- Tego co kiedyś, maleńka. Pobawimy się?
- Skąd masz mój numer? – zapytałam drżącym głosem.
- Mam swoje sposoby skarbie.
- Odpieprz się! – krzyknęłam i z impetem rzuciłam telefonem o ścianę.
Usiadłam na brzegu łóżka i schowałam twarz w dłoniach. Kolejne łzy spływały po moich policzkach. Czułam jak ten koszmar powraca. Ponownie wzięłam do ręki żyletkę i nie potrafiłam powstrzymać emocji. Bez namysłu robiłam kolejne cięcia na udach. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Przerażona, momentalnie wstałam, podbiegłam do okna i ujrzałam Harrego. W pewnym sensie mi ulżyło, jednak nie chciałam się z nim spotykać. Trudno, obiecałam.

__________________________________________________________________________________
4137 wejść i mnóstwo ( jak dla mnie) komentarzy. Jesteście najwspanialsi! Dziękuję ♥ Kolejna część imagina (krótka, nie chciałam Was męczyć) mam nadzieję , że ta również przypadnie Wam do gustu i będę mogła czytać jak najwięcej komentarzy. Nawet nie wiecie jaką radość sprawiliście mi ostatnią niespodzianką.



Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania. 
Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.  


wtorek, 3 grudnia 2013

#24 Imagin - Harry (cz.1)



Siedziałam, jak zwykle, w pierwszej ławce. Wszyscy mieli mnie za zagorzałego kujona, ja jednak wcale taka nie byłam. Mimo, że mnie nie znali łatwo przychodziło im wydawanie opinii na mój temat. Udawałam. Po co? Żeby nie wpieprzali się w mój świat swoich brudnych rąk. Wracałam do domu i co dzień robiłam to samo. Byłam uzależniona… Czasami żałuję, że nie był to alkohol czy fajki. Moim nałogiem były żyletki, noże i wszystkie ostre narzędzia, które znajdowałam pod ręką.  Ludzie dziwili się, dlaczego zawsze noszę długie spodnie, a na rękach mam mnóstwo bransoletek. Ja po prostu nie chciałam, by ktokolwiek zauważył, że coś jest ze mną nie tak. Próbowałam przestać, jednak nic nie dawało rezultatów. Zawsze wracałam do dawnych nawyków. Rodzice nic nie wiedzieli, zawsze wmawiałam  im, że mam dużo nauki, wtedy zamykałam się w pokoju i robiłam co mi się żywnie podobało. Prawdziwych przyjaciół nigdy nie miałam. Ludzie odtrącali mnie, gdy tylko widzieli moje czarne ubrania. Mimo wszystko zawsze dobrze się uczyłam. Wiedziałam, że od tego zależy moja przyszłość. Pewnie zastanawiacie się dlaczego to robiłam… Wszystko zaczęło się, kiedy miałam 8 lat, a mój tata znalazł dla mnie opiekuna, gdyż sami nie mieli czasu, by się mną zająć. Z początku go lubiłam, wydawał się miły, zaufałam mu. Jednak pewnego dnia powiedział, że pobawimy się inaczej. Pan X, bo tak go teraz nazywam zaproponował, abyśmy poszli razem na basen, który mieliśmy w ogrodzie. Bardzo spodobał mi się ten pomysł, kiedy pobiegłam do swojego pokoju, by się przebrać, on bez pukania do niego wszedł. Byłam naga i jak każda mała dziewczynka zaczęłam piszczeć. Próbowałam się czymś zakryć, on jednak mnie uspokoił, podszedł do mnie i przytulił. Myślałam, że tak powinno być i wykonywałam jego polecenia. On poprosił mnie, bym położyła się na łóżku. Pan X zrobił to samo i opuszkami palców dotykał mojej skóry. Dokładnie przypatrywał się każdej części mojego ciała. Powiedział, że zna taką fajną zabawę, ale muszę rozłożyć nóżki. Nie chciałam tego zrobić, dlatego zaczął krzyczeć. Bałam się i wykonywałam wszystkie jego polecenia. Na koniec kazał obiecać mi, że nikomu o tym nie powiem, bo w przeciwnym razie będzie mi robił jeszcze gorsze rzeczy.  Przychodził codziennie. Gwałt stał się jego rytuałem. Robił to przez kolejne 4 lata, dopóki nie się przeprowadziliśmy. Od tamtej pory nie chciałam już żadnej opiekunki czy opiekuna tłumacząc, że jestem wystarczająco duża, bym mogła zostawać sama w domu. Wtedy pierwszy raz sięgnęłam po coś ostrego. Nacięłam pierwszą, dość równą linię na swojej skórze i poczułam ulgę. 

                Skończyłam lekcje i chciałam iść do domu, jednak kiedy wychodziłam z klasy ktoś złapał mnie za nadgarstek. Syknęłam z bólu jaki dawał mi ucisk na nowo zrobionych cięciach i momentalnie się zatrzymałam.
- Przepraszam – usłyszałam męski głos.
Podniosłam wzrok do góry i zobaczyłam Harrego Stylesa, szkolną gwiazdę i najbardziej uwielbianego przez dziewczyny faceta w tej szkole.
- Czego chcesz? – zapytałam chcąc jak najszybciej go spławić.
- Wiesz, że jestem przewodniczącym szkoły? – zapytał z dumą.
- Szczerze mówiąc … gówno mnie to obchodzi.
- Zawsze jesteś taka niemiła?
- Tylko dla tych, których nie lubię.
- Nie lubisz mnie, serio? – zapytał z niedowierzaniem.
Najwyraźniej zaburzyłam jego światopogląd tym, że na niego nie lecę.
- To, że jesteś przystojny nie oznacza, że muszę za tobą biegać jak reszta tych idiotek – skwitowałam.
- Czyli jednak ci się podobam…
- Do rzeczy człowieku. O co chodzi? – mówiłam już lekko zniecierpliwiona.
- Powiem wprost potrzebuję korków z matmy, a ty chyba jesteś najlepsza z klasy.
- Sory, ale ci nie pomogę – powiedziałam i zaczęłam się oddalać.
- Dlaczego?
- Bo cię nie lubię – oznajmiłam z szyderczym uśmieszkiem już trochę głośniej, by mógł mnie usłyszeć.

___________________________________________________________________________________

Dziękuję za każdy komentarz i wejście ♥ Ponad sto odwiedzin od ostatniego posta. Wiem, że miałam wstawić coś za 7 komentarzy, jednak nie mogłam się powstrzymać, by się tym nie podzielić. Jako pierwsza padła propozycja napisania czegoś z Harrym. Mam nadzieję, że się spodoba, jest to krótka część. Chciałam zrobić takie wprowadzenie. Komentujcie! Jeszcze raz dziękuję.

Co Wy na to, abym spróbowała pisać tzw. imagify ( chyba tak to się nazywa)? 


Każdy komentarz to radość i wielka motywacja do dalszego pisania. 

Wprowadźmy zasadę: Czytasz=Komentujesz.  

niedziela, 1 grudnia 2013

#23 Imagin - Liam


Mocno ściskałem jej dłoń. Bałem się, cholernie się bałem. Poczułem jak po moim policzku spływa łza. Słyszałem tylko dźwięki maszyn, które utrzymywały ją przy życiu. Wyglądała niewinnie, tak bardzo ją kocham.
- Wszystko będzie dobrze – mówiłem sam do siebie.
Wypadek… Jak mogłem pozwolić jej, by jechała do pracy w taką pogodę. Deszcz padał niemiłosiernie, a ona musiała jechać na umówione spotkanie. Słaba widoczność, zbyt duża prędkość i nadjeżdżający z naprzeciwka tir. To cud, że nie zginęła na miejscu. Moje oczy były podkrążone, a twarz blada. Minęły trzy dni, a ja nie odstąpiłem jej na krok. Poczułem na swoim ramieniu czyjąś dłoń.  Nie miałem jednak ochoty się odwracać i nawet zerknąć na mojego towarzysza, [t.i] była zdecydowanie ważniejsza.
- Kochanie, wracaj do domu – usłyszałem szept mamy mojej ukochanej.
- Nie zostawię jej samej – odpowiedziałem stanowczo i pocałowałem jej bladą dłoń.
- Ona jest w śpiączce, ma tutaj profesjonalną opiekę, a ty potrzebujesz odpoczynku.
- W każdej chwili może się obudzić, chcę być przy niej.
- Liam, [t.i] na pewno chciałaby, żebyś wrócił do domu i odpoczął. Jutro znów ją odwiedzić.
- Zostanie z nią pani, dopóki tutaj nie wrócę?
- Oczywiście, kochanie – powiedziała i mnie przytuliła – taksówka czeka przed szpitalem.
Pożegnałem się z mamą [t.i], pocałowałem mojego aniołka w policzek i postanowiłem się trochę ogarnąć. Wróciłem do domu i wszedłem do kuchni po coś do jedzenia. Stał tam jeszcze kubek, z którego ostatnio  piła [t.i]. Wziąłem go do ręki, a po moim policzku spłynęła łza.
- Wyjdziesz z tego, kochanie – powiedziałem pod nosem i szybkim krokiem ruszyłem do łazienki.
Bez namysłu wziąłem prysznic i wróciłem do naszej sypialni. Położyłem głowę na jej ulubionej poduszce, zaciągnąłem się jej zapachem i zasnąłem. Obudziły mnie jakieś hałasy dobiegające z kuchni. W pełni sił wstałem i poszedłem zobaczyć co się tam dzieje. Moim oczom ukazała się moja rodzicielka przyrządzająca śniadanie.
- Mamo? Jak ty się tu dostałaś? – zapytałem zaspanym głosem.
- Mam klucz na czarną godzinę, pamiętasz? Przygotowałam ci coś do jedzenia.
- Dziękuję – powiedziałem krótko i zasiadłem do stołu.
Zjadłem wszystko co mi podała i pobiegłem na górę się przebrać.
- A ty gdzie? – usłyszałem głos mamy, kiedy wychodziłem z domu.
- Do [t.i], pa  - złapałem jeszcze kluczyki od samochodu, a po chwili byłem już w drodze.
Kupiłem jej jeszcze małego misia, by było jej weselej, kiedy się obudzi. Wszedłem na salę, gdzie leżała moja ukochana. Pocałowałem ją w czoło, pluszaka położyłem na stoliku obok i delikatnie złapałem jej dłoń. Tak mijały kolejne tygodnie. Wizyta u [t.i], sen i śniadanie. Codziennie kupowałem jej nowego misia. Nadszedł 25 września- nasza rocznica. Kupiłem bukiet czerwonych róż, założyłem elegancką koszulę i jak co dzień udałem się do szpitala. Znałem już tutaj każdego, w końcu od wypadku minęło już pół roku. Usiadłem jak zwykle na swoim miejscu i ująłem jej dłoń. Na salę weszła młoda pielęgniarka.
- Niech pan z nią porozmawia, na pewno usłyszy – powiedziała.
Uśmiechnęła się tylko. Dokładnie sprawdziła, czy wszystko w porządku i ponownie zostawiła nas samych. Z początku jej pomysł wydawał mi się niedorzeczny, jednak zmieniłem zdanie i postanowiłem spróbować.
- Kochanie, jeżeli teraz mnie słyszysz to chciałbym ci powiedzieć, że cholernie za tobą tęsknię – oznajmiłem, a po moim policzku spłynęła łza – tak bardzo chciałbym, abyś się obudziła. Dziś mijają trzy lata od kiedy jesteśmy razem. Pamiętaj, że kocham cię nad życie i nigdy nie opuszczę. Teraz moim największym marzeniem jest to, byś była zdrowa, z resztą sobie poradzimy. Obiecuję, że kiedyś będę wspaniałym mężem i ojcem naszych dzieci. Kocham cię najbardziej na świecie.
Zamknąłem powieki i pozwoliłem spokojnie spłynąć kolejnym łzom. Nagle poczułem jak jej dłoń się zaciska. Podniosłem wzrok i z niedowierzaniem patrzyłem na to, co się dzieje. Nie ruszając się z miejsca zawołałem lekarza. On tylko podszedł do nas i się uśmiechnął.
- Wybudza się, spokojnie. Za jakąś godzinę ją zbadamy. Teraz będzie już tylko lepiej – zapewnił i wyszedł.
Z niecierpliwością czekałem, aż otworzy oczy, bym ponownie mógł zatracić się w jej spojrzeniu. Wszystko działo się bardzo powoli, ktoś ciągle wchodził i wychodził, sprawdzając czy wszystko z nią w porządku. Wciąż trzymałem jej dłoń i delikatnie gładziłem skórę. Zamknąłem oczy, by spokojnie poczekać na ruch ukochanej.
- Liam? – usłyszałem jej anielski głos.
Momentalnie oprzytomniałem i spojrzałem w jej cudowne oczy.
- Tak, to ja kochanie. Spokojnie.
- Mogę ci coś powiedzieć? – zapytała cichutko.
- Tak, mów.
- Obiecuję, że będę najlepszą żoną i matką naszych dzieci. Kocham cię – powiedziała, a ja delikatnie musnąłem jej usta.

___________________________________________________________________________________
Robimy eksperyment! Jeżeli znajdę pod tym imaginem 7 komentarzy będzie mogli czytać kolejne (w kom od razu możecie pisać z kim chcecie ), jeżeli jednak nie, zawieszę bloga. Zerknę jednak też na licznik. W tym momencie wskazuje 3657. Wstawię ten imagin również na mojego drugiego bloga i zobaczymy co się stanie.
PS. To nie jest żaden szantaż po prostu jestem ciekawa ile Was tutaj jest i czy warto.